Mit singla

Zgadzacie się z poniższym artykułem z 2012 roku? Warto o tym rozmawiać na spotkaniach w Zbawicielu i w kawiarence. Zapraszamy zwolenników różnych odpowiedzi!

 

Wakacje to dla nich udręka, samotne wyjścia przerażają. Więc wciąż marzą, żeby znaleźć sobie partnera. Właśnie upada mit wyzwolonego i zadowolonego z życia singla.

 

– Nie ma nic gorszego – znana aktorka zaczyna mówić o życiu w pojedynkę i od razu się wycofuje. Nie, jednak nie powie nic więcej. Tylko tyle, że w jej osobistym rankingu nieszczęść brak miłości zajmuje czołowe miejsce, tuż po chorobie nowotworowej.

– Singiel to ktoś, komu po prostu nie trafiła się miłość – mówi pisarka, autorka scenariuszy. Żyje w pojedynkę i wie, jak jest. Gdyby człowieka miłość zwaliła z nóg, to nie powiedziałby: sorry, ja w tę miłość nie wchodzę, wolę być sam. Jej zdaniem samotności się nie wybiera. – Wieczorami w domu singla jest strasznie pusto. Brakuje rozmów. Brakuje seksu… Ale umówmy się, że to nie pójdzie pod moim nazwiskiem – zastrzega. Singiel musi przecież trzymać gardę, opowiadać, że jest mu dobrze, że wolność go uskrzydla.

 

Anna Samusionek (wśród aktorek singielek jedna z niewielu, które otwarcie mówią o smutku życia w pojedynkę) przyznaje, że samotność nie jest powodem do dumy. – To życie tylko z pozoru dobre – tłumaczy. – Myślę, że w serca mamy wpisaną potrzebę bycia z kimś, kto by się nami opiekował i kim my byśmy mogli się zaopiekować, dzielić radości i smutki. Jesteśmy stworzeni do życia w duecie. Nawet na przyjęcie po premierze teatralnej czy filmowej milej byłoby pójść, gdyby można się było wesprzeć na męskim ramieniu. Tym bardziej że w świetle fleszy od razu widać, kto przyszedł z kimś, a kto sam.

Aktorka ma wręcz wrażenie, że nikogo nie obchodzi, jak zagrała ostatnią rolę, za to wielu patrzy, czy ma już kogoś, czy jeszcze nie. Tak jakby bez mężczyzny była „niekompletna”.

Andrzej Sołtysik, dziennikarz TVN, tłumaczy, że jeśli ktoś jest bez pary, tak jak on, to na przyjęcia zabiera koleżankę. Albo umawia się z kolegami, wtedy wchodzą razem. – Tyle że bal kiedyś się kończy – mówi. – Zostaje smutna codzienność, w której nie chce się iść nawet po chleb. Bo po co kupować pieczywo tylko dla siebie? Bywają dni, że nie ma do kogo ust otworzyć, a ile można czytać książki Orhana Pamuka?

 

NIEUDACZNIK?

 

Singlom – młodym, wykształconym, odnoszącym sukcesy – zwykło się przypisywać fantastyczne cechy: przebojowość, niezależność. Taki ktoś – zdawało się – nie potrzebuje nikogo do szczęścia.

– Z moich nieopublikowanych badań wynika, że przeważająca część singli traktuje swoją sytuację tymczasowo, przyznaje, że nie jest z niej zadowolona. A nawet jeżeli ktoś zapewnia, że jest mu dobrze, to i tak nikt w to nie wierzy – mówi „Newsweekowi” dr Bella De Paulo, amerykańska psycholożka społeczna, badaczka singlizmu.

– Wbrew wszelkim pozorom współczesna kultura jest nastawiona na pary. Począwszy od kredytów w bankach, po społeczne przekonanie, że szczęśliwym można być tylko z kimś – tłumaczy DePaulo. Kiedy w ubiegłym roku zrobiła badania wśród studentów, okazało się, żenawet tak młodzi ludzie w byciu singlem widzą więcej wad niż zalet. Ktoś, kto żyje solo, to ich zdaniem człowiek niedojrzały, zazdrosny o osoby będące w związkach.– Ludzie myślą o singlach jako o nieudacznikach, którzy nie potrafią znaleźć partnera, więc nie wychodzi im to, co najważniejsze w życiu – mówi badaczka. – Takie wsadzenie w szufladkę z

 

Katarzyna Adamowicz, 38-latka z Wrocławia, która założyła klub dla singli Połówki Pomarańczy (liczy już 75 tys. członków), tłumaczy, że choć życie ludzi bez pary zmienia się na lepsze, to wciąż muszą walczyć z krzywdzącymi stereotypami. Dla samotnej kobiety problemem może być nawet pójście do kawiarni czy klubu. – Trudno uniknąć niedwuznacznych propozycji, zaczepek w stylu: „Co, nie przyszedł?”. Niektórym nie chce się więc wychodzić z domu, żeby pobyć trochę wśród obcych. A okazji, by posiedzieć wśród znajomych, jest coraz mniej.

– Towarzyskie wykluczenie przychodzi z wiekiem – mówi pisarka i autorka scenariuszy. Nim dobiła do trzydziestki, wychodziła na miasto ze znajomymi. Ale później zaczęło się parowanie: ten z tą, tamta z tamtym, pojawiły się dzieci. Imprezy przeniosły się do domów i niepostrzeżenie przestano ją zapraszać. Koleżanki dzwonią tylko wtedy, gdy planują „babskie” spotkanie.

Piosenkarka Natalia Lesz na szczęście nie dostrzega, żeby znajomi traktowali ją gorzej tylko dlatego, że jest sama. Ale rozumie, że nie każdy ma takich ludzi wokół siebie. – Po pierwsze, zamężna przyjaciółka może zacząć cię podejrzewać o to, że chcesz jej odbić męża. Po drugie, ludzie będą myśleć, że coś jest z tobą nie tak. Skoro masz 30 lat, a nie jesteś z kimś i nie masz dzieci, to zapewne – jak mawiała Bridget Jones – twoja skóra pod ubraniem pokryta jest łuską. A po trzecie, będą się zastanawiać, o czym tu z tobą gadać, skoro nie można o ślubie, ciąży, wspólnych kredytach czy urlopie w Dębkach.

 

PRZETRWAĆ URLOP

 

– Wakacje to utrapienie singla – przyznaje Sławek, który z grupą znajomych prowadzi portal StrefaAktywnych.pl dla żyjących solo. Urlop trudniej przetrwać niż Boże Narodzenie.

Widać to we wpisach na portalu: Special777 z Poznania (35 lat, szczery, wesoły) pilnie prosi o kontakt, bo chce polecieć do Tunezji, szuka towarzystwa. Elka123 prosi, by zgłosił się ktoś, kto zechce pojechać z nią do Gruzji. Radkowi z Łodzi (30 lat) wszystko jedno dokąd i z kim, byle nie w pojedynkę. – Niewiele hoteli oferuje pokoje jednoosobowe – zaznacza Joanna Pietrzak-Malinowska z biura podróży Single Relax. Od 6 lat organizuje wypoczynek osobom samotnym i wciąż ma ten sam problem: jak wynegocjować przystępną cenę za dwuosobowy pokój do pojedynczego wykorzystania. By spędzić tydzień w Egipcie, Turcji czy na Wyspach Kanaryjskich, singiel czasami zmuszony jest zapłacić 500-700 zł więcej, niż gdyby poleciał z kimś. Nic więc dziwnego, że szuka kogoś, z kim da się podzielić koszty.

Są tacy, którzy potrzebują towarzystwa chociaż na kilka godzin. Wrzucają na portale pytania: „Kto pójdzie ze mną do kina?”. Albo: „Czy jest chętny na wspólną przejażdżkę rowerową?”.

Magda (28 lat, dwa fakultety, rozpoczęty doktorat) wiosną miała jechać na wesele kuzynki. Przyjęcie było na 130 osób, ale i tak się bała, że ciotki ją wypatrzą i będą komentować, że taka uczona, ani garbata, ani szczerbata, a nikt jej nie chce. Dała więc ogłoszenie w internecie, że potrzebuje partnera o miłej aparycji, gwarantuje zwrot kosztów przejazdu. Zgłosiło się czterech, wybrała Tomka, który napisał, że jest po zarządzaniu, niepijący. Spóźnił się na ślub, na weselu upił i poza zwrotem za bilet chciał jeszcze dwie stówy za fatygę.

– Bycie singielką nie jest super – przyznaje aktorka Weronika Książkiewicz, która jest sama od ponad dwóch lat. – Ktoś mi niedawno powiedział, że jeśli ma się w życiu bałagan, to przyciąga się śmieci. Ja po ostatnim związku mam wokół siebie rozgardiasz, dlatego na razie nawet nie próbuję nikogo do siebie przyciągać – tłumaczy. Liczy jednak na to, że kiedyś trafi jej się uczucie o sile gromu z nieba. Znajomi żartują, by tylko za długo na ten grom nie czekała, bo jest już przecież po trzydziestce.

Dr Julita Czernecka, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego i autorka książki „Wielkomiejscy single”, przyznaje, że wiek nie jest bez znaczenia. – Około trzydziestki single korzystają z życia i mają nadzieję, że kiedyś znajdą partnera, założą rodzinę. Ale im są starsi, tym mniej mają złudzeń. Po około 35. roku życia często nachodzi ich niepokojąca refleksja o przemijaniu i starości. Widzą, że ich szanse na zakochanie się i stworzenie stałego związku maleją.

Statystyki pokazują, że liczba par nie będzie rosła. – Jest nas 7 milionów – podlicza polskich singli Katarzyna Adamowicz. A GUS przewiduje, że będzie coraz więcej. 10 lat temu jednoosobowe było co czwarte gospodarstwo domowe, za dwie dekady już większość ludzi żyjących w dużych miastach będzie mieszkać w pojedynkę. – A tego nie biorą pod uwagę ani deweloperzy, ani nawet towarzystwa ubezpieczeniowe – mówi Adamowicz. Ona sama nie natknęła się jeszcze na firmę, w której można byłoby wykupić ubezpieczenie gwarantujące singlom opiekę po wypadku lub w chorobie. Gdy dwa lata temu złamała nogę, to pewnie umarłaby z głodu, gdyby nie pomoc przyjaciółki.

– Strach. Oto, co czuję – mówi Adam, 40-letni singiel z Poznania (wykształcenie prawnicze). Niedawno zmarł jego niewiele starszy kolega, także żyjący solo. Były redukcje w firmie, poleciał.Chwilę później dostał zawału, przeleżał martwy w domu cztery dni, nim ktoś się zainteresował. Więc Adam boi się: redukcji etatów (bo przecież nie przejdzie na garnuszek żony, której nie ma), choroby (jeśli padnie w domu, kto go podniesie?). No i śmierci. Często myśli o tym, że przyjdzie mu po zgonie leżeć i śmierdzieć. Nawet badacze spostrzegli już, że single w Polsce mają w sobie szczególny smutek.

Jak zauważa dr Czernecka, są jakby wewnętrznie rozdarci – między zadowoleniem z życia solo, a tęsknotą za drugą połową. – Ta tęsknota jest większa niż u singli, którzy żyją w zachodnich krajach. Może dlatego, że nikt nie dostrzega ich potrzeb i problemów? A może przez to, że trudno jest im pogodzić dualizm wartości? – zastanawia się socjolożka.

 

Bo polskiego singla cechuje duże przywiązanie do wartości rodzinnych. A równocześnie jest w nim chęć nieograniczonego samorozwoju, robienia kariery i realizowania pasji. – Z jednej więc strony każdy chciałby mieć udany związek, a z drugiej, skąd ma wziąć czas na jego zbudowanie, skoro jest skupiony na sobie? – wyjaśnia dr Czernecka.

 

KONIEC MITU

 

– Czy naprawdę komuś się wydaje, że życie singla to nieograniczona wolność? – mówi Waldemar Obłoza, znany jako Roman Hoffer z serialu „Na Wspólnej”. – Dla mnie to była samotność i ograniczenia. Choćby seks. Nie radziłem sobie, bo nie zwykłem łazić byle gdzie i z byle kim – tłumaczy.

Obłoza jest drugi rok po ślubie, ale długo żył solo. I nikomu tego nie życzy. Ponieważ ma dzieci z młodzieńczego związku, to – jak mówi – zawiesił się na nich. – Zatracałem proporcje, rozpuszczałem, wyręczałem. Robiłem rzeczy, które nie były im potrzebne, ale były potrzebne mnie. Mogłem się wykazać i przez chwilę nie czuć tego potwornego, dojmującego osamotnienia. Nawet w serialu, jako Hoffer ożenił się w końcu z serialową Ewą.

– Współczesna kultura lansuje mit drugiej połowy, szczęścia możliwego tylko we dwoje – mówi dr Czernecka. – Także w mediach widzimy kult pary, idylliczny obraz życia we dwoje, są informacje kto jest z kim. Komedie romantyczne przedstawiają życie w parze jednowymiarowo, zawsze z happy endem. A nawet w kultowym serialu o singlach „Seks w wielkim mieście” na koniec sama zostaje tylko jedna bohaterka.

 

Źródło: http://polska.newsweek.pl/singlizm—wolnosc-czy-zyciowy-dramat,94033,1,1.html