Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia…

…samodzielnie, choć czasem z pomocą anioła incognito. Dziś wspomnienie Archanioła Rafała, jednego z patronów singli. Przeczytaj, dlaczego Rafał to prawdziwy agent do zadań specjalnych. Drugi tekst to okno na prawdziwą, dojrzałą miłość – tylko dla dzielnych dorosłych! 

 

Hebrajski romans

Znalezienie odpowiedniej żony, która będzie nie tylko towarzyszką na resztę życia, ale również matką dla dzieci, jest sprawą tak wielkiej wagi, że angażuje się w to sam Bóg. Czytając niektóre teksty biblijne możemy odnieść wrażenie, że mamy do czynienia wręcz z biblijnymi romansami. Ba! Pieśń nad Pieśniami to nawet poetycki erotyk, którego wspólną lekturę zalecają narzeczonym prowadzący niektórych kursów przedmałżeńskich.

Ojcowie Kościoła widzieli w Pieśni nad Pieśniami symboliczną opowieść o miłości Boga do swego Ludu, co nie zmienia faktu, że właśnie wzajemna fascynacja zakochanych znajduje się u podstaw tego symbolu. Ja jednak chciałbym poświęcić uwagę Księdze Tobiasza, którą protestanci uważają niesłusznie za apokryf, a która dostarcza nam ciekawych rozważań nad naturą małżeństwa i narzeczeństwa.

Ta Księga jest dydaktycznym opowiadaniem, które możemy nazwać hebrajskim romansem z wątkami sensacyjnymi lub barwną powieścią przygodową. Krótko mówiąc, jest to fikcja literacka, ale dla nas nie ma to w gruncie rzeczy żadnego znaczenia, bo istotne jest nie to, czy opisane wydarzenia miały miejsce, ale to, jaki jest sens danej opowieści, która nie bez powodu przecież stała się częścią Biblii.

Hebrajski romans

Poznajemy zatem historię rodziny Tobiasza, Żyda z diaspory mieszkającego na wygnaniu w Niniwie. Był to człowiek dobry i szlachetny. Dawał jałmużnę potrzebującym, pamiętał o sierotach, grzebał potajemnie zabitych rodaków, narażając się na karę ze strony króla Sennacheryba. Słowem, wiódł życie pobożnego i godnego szacunku Żyda. Życie jednak bywa okrutne. Przelatujący ptak narobił na oczy starego Tobiasza, skutkiem czego został on dotknięty ślepotą. Prawdopodobnie ptak był na coś chory i jego odchody przeniosły chorobę na człowieka.

Tobiaszowi i jego rodzinie było ciężko. Po kilku latach cierpień i znoszenia drwin („Taki byłeś sprawiedliwy i co ci z tego przyszło?”) mężczyzna popadł w depresję i modlił się do Boga, aby skrócił jego cierpienia. W tym samym czasie lecz w zupełnie innym i odległym miejscu, dokładnie o to samo prosiła Boga młoda dziewczyna Sara, córka Raguela, który był dalekim krewnym Tobiasza. Miała już siedmiu mężów, ale w noc poślubną wszyscy zanim zdążyli skonsumować małżeństwo, zostali zabici przez demona Asmodeusza. Ten demon to zapożyczony z Persji Aeszma Deva, który w zoroastrainizmie był uważany za wodza wszystkich dewów (demonów), podlegającego jedynie Angra Mainju, czyli zasadzie zła. W  folklorze hebrajskim jego imię wywodzono od czasownika szamad – szkodzić. W sumie nie wiadomo, dlaczego przyczepił się akurat do Sary. Dziewczyna uchodziła za przeklętą. Była obwiniana z powodu kolejnych zgonów swoich mężów. Nic też dziwnego, że trudno było znaleźć jej kolejnego kandydata na męża. Sara myślała nawet o samobójstwie, opamiętała się jednak ostatniej chwili i w modlitwie poprosiła Boga, aby to on odebrał jej życie. Bóg, słysząc modlitwę starego Tobiasza i Sary, wysłał osobiście anioła z misją, aby z tych dwóch nieszczęść wyprowadził dobro.

Hebrajski romans

O podobnych historyjkach opowiada serial „Dotyk anioła”, ale tu Bóg zastosował środki szczególne. Warto zauważyć, że anioł Rafał (Rafa-El – Uzdrawia Bóg), któremu powierzono zadanie uratowania Tobiasza i Sary, to nie byle kto wśród aniołów, ale jeden ze znaczniejszych archaniołów, jeden z siedmiu, którzy mieli możliwość wstępowania przed Tron Boga (por. Tb 12, 15). To tak, jakby Królowa Brytyjska osobiście wysłała samego Jamesa Bonda, czyli jednego z najlepszych agentów, aby rozwiązał osobiste problemy dwójki jej poddanych.

Prawdopodobnie potrzebny był też ktoś, kto ma „licencję na zabijanie”, bo chodziło o rozprawę z wyjątkowo złośliwym i potężnym demonem. W przeciwieństwie jednak do Agenta 007, który wszystkim chętnie od razu ujawniał swą tożsamość („My name is Bond, James Bond!”), anioł Rafał postanowił początkowo działać in cognito.

Kiedy pozbawiony środków do życia Tobiasz wysłał swojego syna Tobiasza Juniora po pieniądze zdeponowane w Medii, potrzebny był dla młodego chłopaka bardziej doświadczony towarzysz w długiej i niebezpiecznej podróży. Został nim właśnie Rafał, który przybrał postać ich krewnego Azariasza. We dwóch przeżyli różne przygody. Na przykład, dzięki wsparciu anioła, Tobiasz pokonał wielką rybę, odzyskał pieniądze, doprowadził do przepędzenia dręczącego Sarę demona (skutkiem czego pojął ją za żonę), a dzięki żółci pozyskanej z ryby uzdrowił ślepego ojca. Potem żyli długo i szczęśliwie, jak to w bajkach bywa.

Hebrajski romans

Można by historię Tobiasza i Sary odbierać wyłącznie przez pryzmat przygód i cudownych wydarzeń, ale warto zwrócić uwagę na to, że ta Księga jest właściwie poradnikiem uczciwego życia, wzbogaconym o sensacyjną i wciągającą historię. Księga Tobiasza, jak żadna inna, podejmuje temat narzeczeństwa i podaje receptę na udane życie małżeńskie.

Kiedy Tobiasz zwierza się swojemu towarzyszowi z lęku przed śmiercią, Rafał mówi mu: nie martw się o tego demona, ale bierz [ją za żonę]. Jestem przekonany, że tej nocy ją otrzymasz jako żonę (…). A gdy już będziesz miał z nią się złączyć, powstańcie najpierw oboje i módlcie się, i proście Pana nieba, aby okazał wam miłosierdzie i ocalił was. Nie bój się, ponieważ od wieków jest ona przeznaczona dla ciebie. W ten sposób ją ocalisz i ona pójdzie z tobą. Sądzę też, że urodzi ci dzieci i będą dla ciebie jak bracia. Nie martw się! (Tb 6, 16-18).

W małżeństwie Tobiasza i Sary ich noc poślubna poprzedzona została więc wspólną modlitwą, aby jako małżonkowie żyli w przyjaźni, aby byli dla siebie partnerami i razem dożyli starości. „A teraz nie dla rozpusty biorę tę siostrę moją za żonę, ale dla związku prawego. Okaż mnie i jej miłosierdzie i pozwól razem dożyć starości!” (Tb 8,7).

Hebrajski romans

Tobiasz i Sara

Co możemy wywnioskować z lektury Księgi Tobiasza?

Otóż wynika z niej, że Bóg stworzył człowieka z powołaniem do małżeństwa, które jest jedną z najważniejszych i najbardziej fundamentalnych spraw w ludzkim życiu. W chrześcijaństwie zostanie ono wyniesione do rangi sakramentu, a więc stanie się zamierzonym przez Boga środowiskiem, w którym mamy zmierzać do zbawienia. Małżeństwo jest przymierzem zawartym przed Bogiem, nie dla zaspokojenia egoistycznych potrzeb, ale z miłości do współmałżonka i dla jego dobra.

Ta miłość uzdalnia do wyrzekania się samego siebie, a nawet oddania życia dla ratowania kochanej osoby. Złe moce (w tym wypadku ich przedstawiciel Asmodeusz) próbują wkraczać w życie małżeńskie, degradować je i niszczyć. Małżeństwo i rodzina są bowiem solą w oku sił zła. Małżonkowie mogą jednak z pomocą Boga pokonać knowania Złego. Jak? No właśnie powinni się wspólnie modlić i wiedzieć, że fakt, iż są razem, nie jest tylko ich osobistą sprawą, ale również pragnieniem samego Boga, który od wieków przeznaczył ich sobie. Domyślam się, że teraz niejedna osoba ma kpiący uśmieszek, bo pachnie to jakąś tanią egzaltacją z romansów.

Historia dwóch połówek pomarańczy (czasem – jabłek) pochodzi ze starej wschodniej opowieści. W baśni tej dusza ludzka była jednością – tak jak jednością jest jabłko czy pomarańcza. Pewnego dnia bogini przełamała tę pomarańczę na pół i rozrzuciła jej części w dwie różne strony świata. Od tego momentu kobieta i mężczyzna próbują się wzajemnie znaleźć – swoją brakującą połówkę. Jeśli ta trudna sztuka się uda, wtedy jednoczą się i rodzi się miłość.

Kiedy przeanalizujemy to w kategoriach statystycznych, to nasze wysiłki znalezienia tego jedynego lub tej jedynej mogą wydawać się bezsensowne. Na świecie żyje blisko siedem miliardów ludzi. A zatem, czy w ogóle można mówić, że ktoś jest komuś przeznaczony? Może to naiwne… ale słowa Rafała są jednoznaczne: „Nie bój się, ponieważ od wieków jest ona przeznaczona dla ciebie!”.

Pochodzę z okolic Płocka. Moja Żona z Sandomierza. Spotkaliśmy się w Lublinie. Czy mogliśmy się nie spotkać? Tak na zdrowy rozum – mogliśmy… Życie składa się przecież z tylu przypadków i zbiegów okoliczności. Dlaczego więc się spotkaliśmy, skoro mogliśmy się nie spotkać? Owocem naszego spotkania są wspaniałe dzieci. Czy to wszystko może być tylko kwestią przypadku? Czasami mam wrażenie, że MUSIELIŚMY się spotkać, i że to Bóg przeznaczył nas dla siebie. Oczywiście nie ma tu żadnego determinizmu.

Bóg ma wobec każdego z nas jakieś plany i wierzę, że każdemu z nas Bóg daje szansę realizacji tych planów, tylko my nie zawsze tę szansę zauważamy, a nawet jeśli ją zauważymy, możemy i tak wszystko zepsuć. Przez głupotę, egoizm, nieumiejętność słuchania, brak wybaczenia, gniew, wygodnictwo, lenistwo…

Człowiek jest istotą wolną i nie zawsze wybiera to, co jest dla niego dobre. Być może nawet rzadko tak czyni i częściej myli się w swoich wyborach. Powodów zmarnowania życia, bądź małżeństwa, może być bardzo wiele. Nie wystarczy, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Powinniśmy jeszcze dokładać starań, aby to co między nami jest, nigdy nie umarło… I znów rodzi się pytanie, czy o własnych siłach możemy temu sprostać?… Dlatego tak ważne jest, abyśmy prosili Boga o pomoc. Wierzę, że On naprawdę posyła swoich aniołów, aby nam pomagali. Ale musimy tego chcieć…

 

Źródło: http://stacja7.pl/wiara/hebrajski-romans/ 

 


 

Rozpacz, która prowadzi ku życiu – medytacja

 

Dojrzałe życie polega na wierze w siebie i zaufaniu swoim możliwościom. Jest otwarciem na miłość, nie tylko między kobietą i mężczyzną, miłość małżeńską, ale również na miłość najbliższych, rodziny, przyjaciół a przede wszystkim Boga.

 

Księga Tobiasza przedstawia perypetie życiowe Tobita (Tobiasza ojca), Izraelity z pokolenia Neftalego, i jego rodziny. Jest to życie przeplatane radościami i smutkami, błogosławieństwem Bożym i poczuciem opuszczenia przez Niego, zgodą i konfliktami, zdrowiem i chorobą, czasem wspólnie spędzonym i rozłąką. Można powiedzieć, ot taka zwyczajna rodzina z jej codziennymi sprawami. Księga pokazuje obraz kochającej się i solidarnej wspólnoty, dlatego nazywa się ją również „Opowieścią o miłości rodzinnej”.

 

Najpierw widzimy dwa małżeństwa spokrewnione ze sobą, ale oddzielone z powodu przesiedleń i nie utrzymujące ze sobą stałych kontaktów. Tobit jest człowiekiem bojącym się Boga i przestrzegającym prawa. Wraz ze swoją żoną Anną i synem Tobiaszem mieszkają w Niniwie. Jest wzorem prawości. Kieruje się w życiu trzema zasadami, którymi są: kult Boga, życie rodzinne i dobroczynność. Majątek, praca, kariera są czymś korzystnym i godnym zdobycia, ale muszą być podporządkowane celom wyższym. Uczynki miłosierdzia mają dla Tobita taką wartość, że ich pełnienie staje się nawet przyczyną kłopotów i przedmiotem sporu z żoną.
Małżonkowie są zatroskani o swego syna Tobiasza, kochają go i dokładają wszelkich starań, by go wychować na dobrego człowieka. Tobit często poucza potomka, by przestrzegał ścieżek Pana: Pamiętaj, dziecko, na Pana przez wszystkie dni twoje! Nie popełniaj dobrowolnie grzechu i nie przestępuj nigdy Jego przykazań! Przez wszystkie dni twojego życia spełniaj uczynki miłosierne i nie chodź drogami nieprawości, ponieważ ci, którzy właściwie postępują, doznają powodzenia we wszystkich swych czynach. A wszystkim, którzy postępują sprawiedliwie, dawaj jałmużnę z majętności swojej i niech oko twoje nie będzie skąpe w czynieniu jałmużny! Nie odwracaj twarzy od żadnego biedaka, a nie odwróci się od ciebie oblicze Boga (Tb 4, 5-7). Podobne wskazówki odnoszą się do relacji z ludźmi: Czym sam się brzydzisz, nie czyń tego nikomu (Tb 4, 15). Tobit przekazuje synowi Tobiaszowi, by troszczył się o rodziców, by był uczciwy i szczodry. Wymienia grzechy, których należy szczególnie unikać: występki seksualne, pycha i bezuży-teczność dla bliźnich.
Matka Tobiasza, Anna, jest również mocno zatroskana o chłopca. Chce go ciągle mieć przy sobie i chronić od czyhających niebezpieczeństw. Wymowna jest rozmowa rodziców o wysłaniu go w niebezpieczną podróż w celu odzyskania pieniędzy pożyczonych pewnemu człowiekowi. Anna kieruje się głównie emocjami, lękiem o syna. Robi mężowi wyrzuty i zanosi się płaczem. Próbuje racjonalizować, wysuwa argumenty, które mają przekonać męża, by zatrzymał go w domu, przeciwstawia troskę o dziecko staraniom o majątek, lęka się o przyszłość. Syn jest przecież dla niej pocieszeniem, nadzieją i oparciem: A matka jego zapłakała i powiedziała do Tobiasza [ojca – przyp. red.]: «Po coś ty właściwie wysłał moje dziecko? Czyż nie był on podporą naszą, będąc stale z nami? Niechby pieniądze nie połączyły się z pieniędzmi, lecz stały się okupem za nasze dziecko. Co dane nam jest przez Pana do życia, to nam przecież wystarczy» (Tb 5, 18-20). Miłość Anny do syna wydaje się zaborcza. Nie zauważa, że trzymając go przy sobie, hamuje jego rozwój, przeszkadza mu w wyborze własnej drogi: Wiele matek, szczególnie tych bardzo kochających, utrudnia swoim dzieciom podejmowanie odpowiedzialności za siebie, które jest znakiem dojrzewania; utrudnia im wybór własnej drogi, która zaczyna się od opuszczenia domu rodziców (E. von Kalckreuth).
Mąż Tobit, chociaż sam dotknięty ślepotą i udręczony, wspiera żonę i próbuje ją pocieszyć: Nie martw się! Nasze dziecko pójdzie w drogę zdrowe i zdrowe powróci do nas, a oczy twoje zobaczą ten dzień, w którym on zdrów przyjdzie do ciebie. Nie martw się i nie lękaj o niego, siostro! Towarzyszy mu bowiem dobry anioł, więc będzie miał szczęśliwą podróż i wróci zdrowy (Tb 5, 21-22). Anna znajduje w swoim mężu wsparcie, gdy syn opuszcza dom. Tobit pociesza żonę i stara się przelać na nią swoją ufność. Uspokaja Annę i próbuje natchnąć ją optymizmem, stara się złagodzić jej ból.
Dobrym małżeństwem są również Raguel i Edna, krewni Tobita, którzy mieszkają w Ekbatanie. Troszczą się o ich jedyną córkę Sarę, która dźwiga piętno zabójczyni swoich mężów. I oni doświadczają udręczenia i niepewności, ale są wierni Bogu. Raguel jest uczciwy i sprawiedliwy, Sara jest posłuszna rodzicom, a Edna jest troskliwą żoną i matką. Doświadczenia rodzinne i związane z nimi upokorzenia powodują, że są ostrożni, trochę nieufni. Starają się jednak razem stawić czoła szyderstwom, wspierają się wzajemnie.
Nie zapominają też o gościnności, serdeczności dla bliskich i trosce o rodzinę.
Rodzina Tobiaszów stanowi przykład miłości, która potrafi przetrwać wiele prób. Wzajemne przywiązanie do siebie małżonków, a także bliska relacja między rodzicami i dziećmi pozwala pokonać trudności wynikające z ograniczeń osobowościowych, wspiąć się ponad stereotypy, lęki i uprzedzenia, by budować zdrowe i trwałe relacje, zawierzając wszystko Bogu.

 

Rozpacz, która prowadzi ku życiu

Obok nieszczęśliwego z racji kalectwa Tobita, którego dotknęła ślepota, Księga Tobiasza wprowadza jeszcze jedną nieszczęśliwą postać – Sarę. Uznaje się ją winną śmierci mężczyzn, za których wychodziła za mąż, chociaż na żadnego z nich nie podniosła ręki. Traktowana jest jak czarownica opętana przez złego ducha Asmodeusza i z tej racji wystawiana na obraźliwe wyzwiska i pośmiewisko. Sara popada z tego powodu w depresję: ciągle smuci się, płacze i rozpacza. Jak Tobit musiał słuchać wyrzutów żony, tak Sara pada ofiarą złośliwości ze strony służącej swego ojca: Tego dnia Sara, córka Raguela z Ekbatany w Medii, również usłyszała słowa obelgi od jednej ze służących swojego ojca, że była ona wydana za siedmiu mężów, których zabił zły duch Asmodeusz, zanim była razem z nimi, jak to jest właściwe dla żon. Służąca mówiła do niej: «To ty zabijasz swoich mężów. Oto już za siedmiu byłaś wydana i od żadnego nie otrzymałaś imienia. Dlaczego nas karzesz za twoich mężów, skoro oni pomarli? Odejdź zatem z nimi, abyśmy już nigdy nie zobaczyli twego syna ani córki» (Tb 3, 7-9). Służąca jest bezwzględna. Życzy Sarze nie tylko bezpłodności, ale także śmierci.
Cierpienie Sary nie jest natury fizycznej, ale moralnej. Z jej powodu zginęli inni. Czuje się poniżona w oczach ludzi. Mimo że jest kochana przez rodziców, postrzega swoją sytuację jako beznadziejną, a siebie samą jako mało wartościową. Cierpienia moralne mogą sprawić, że mimo oparcia w rodzinie i majątku życie staje się nieznośne, całe staje się jednym wielkim cierpieniem. Vittorino Andreoli, włoski psychiatra, tak opisuje swoje doświadczenie: Czasami czułem, że jestem cierpieniem, tylko cierpieniem, jakby nie było niczego innego i tylko cierpienie mówiło mi o mnie i mnie definiowało. Cierpienie bez żadnej przyczyny, bez żadnego bólu brzucha, bez żadnego odniesienia, bez przebłysku zrozumienia, bez rozmyślania. Cierpienie i tylko cierpienie, cierpienie, które tłumaczy cierpienie, które mówi o cierpieniu, które staje się milczeniem utkanym z cierpienia. Tak silne i tak powszechne, że nie pozostawia miejsca nawet na słowo, lecz jedynie na bycie cierpieniem.
Głębokie doświadczenie cierpienia prowadzi Sarę nawet do myśli o samobójstwie. Staje na krawędzi życia i śmierci. Brak nadziei na zmianę sytuacji doprowadza ją do wrót piekła: największym nieszczęściem człowieka jest utrata nadziei, gdyż łączy się z wypaleniem się w duszy człowieka wiary i miłości. Gdy ginie nadzieja, zaczyna się piekło (A. Zwoliński). Sara nie odczuwa wsparcia osób najbliższych. Pogrąża się coraz bardziej w swojej samotności i oddzieleniu od ludzi. Czuje się coraz silniej wciągana w bezmiar cierpienia i rozpaczy. Rozpacz to życie bez nadziei. Nadzieja zaś to oczekiwanie, potrzeby związane z Bogiem, z drugim człowiekiem czy z samym sobą. Kiedy tego rodzaju mechanizm się zatnie, człowiek czuje się osamotniony albo otoczony ludźmi, którzy nie mają z nim nic wspólnego, z którymi nic go nie łączy. Człowiek zrozpaczony nie ma żadnych relacji, żadnego zaczepienia. Targa nim wiatr, nade wszystko wiatr cierpienia (V. Andreoli).
Obecnie doświadczenie osamotnienia, depresji, braku sensu życia jest coraz bardziej powszechne. Współczesne czasy często nazywa się „wiekiem depresji”, „kulturowego strapienia”. By wyrazić istotę osamotnienia i bezsensu życia pozbawionego nadziei przywołuje się takie terminy, jak „noc”, „ciemność”, „epidemia depresji”, „opuszczenie”, „ból duszy”. Ból duszy, depresja spada na człowieka nagle i bez uprzedzenia, zastaje go zawsze nieprzygotowanym, czyniąc ogromne spustoszenie w jego życiu duchowym. Składa się z szeregu różnych doznań, jak: szok związany z odejściem tego, co było; utrudniona komunikacja ze światem zewnętrznym – ucieczka w kryjówkę; odczucie zdradzonej miłości; milcząca obecność innych (A. Zwoliński). Człowiek próbuje najpierw coś naprawić i poprawić, lecz z czasem staje się bierny. W niczym nie uczestniczy i nie wierzy nawet tym, którzy starają się mu pomóc.
Doświadczenie „bólu duszy” nie prowadzi jednak ostatecznie Sary ku samozniszczeniu. Powstrzymuje ją jedynie wspomnienie rodziców, troska o ojca, który musiałby znosić zniewagi i drwiny ludzi oraz żal po córce prowadzący do śmierci: Wyszedłszy do górnej izby swojego ojca miała zamiar się powiesić. Jednak zaraz opamiętała się i rzekła: «Niechaj nie szydzą z mego ojca – mówiąc do niego: „Miałeś jedną umiłowaną córkę i ona z powodu nieszczęść się powiesiła”. Nie mogę wśród smutku przyprowadzać do Otchłani starości ojca mego. Będzie lepiej dla mnie nie powiesić się, lecz ubłagać Pana o śmierć, abym nie wysłuchiwała więcej obelg w moim życiu» (Tb 3, 10). Sara, mimo że sama bardzo cierpi, nie chce stać się przyczyną smutku i strapienia swojego ojca. Zamiast dokonać aktu samobójstwa, prosi Boga o śmierć. W zasadzie jej modlitwa wyraża oczekiwanie na decyzję Boga, czy ma umrzeć, czy ocaleć. W gruncie rzeczy jest to pytanie o sens życia.
Błogosławiony jesteś, miłosierny Boże, i błogosławione Twoje imię na wieki, i wszystkie Twoje dzieła niech Cię błogosławią na wieki! A teraz wznoszę moje oblicze i zwracam me oczy ku Tobie. Pozwól mi odejść z ziemi, abym więcej nie słuchała obelg. […] A jeśli nie podoba Ci się odebrać mi życia, to wysłuchaj, Panie, jak mi ubliżają (Tb 3, 11-13.15).
Sara przedstawia Bogu w modlitwie całą swą rozpacz i bezsilność. Zaczyna od uwielbienia Boga, wysławiania Jego miłosierdzia, wierności i sprawiedliwości. Powierza się Bożej opiece i kierownictwu w chwili, w której śmierć wydaje się jedynym rozwiązaniem, jedynym wybawieniem. Powierza się Bogu w momencie przytłaczającej beznadziei. Nie widzi żadnej możliwości ukształtowania własnymi siłami udanego życia: Już siedmiu mężów straciłam, na cóż miałabym żyć dłużej? (Tb 3, 15). Powierza się Bożej woli, wyrażając jednak głębokie pragnienie, żeby Bóg pozwolił jej umrzeć. Odrobina zaufania do Boga nie pozwala jej upaść całkowicie, gdy nie ma już oparcia w swoich dotychczasowych strukturach życiowych.
Modlitwa Sary zostaje wysłuchana. Bóg posyła Rafała, by oddalił chorobę Sary. Po hebrajsku Rafał oznacza „uleczył Bóg”. Bóg wysłuchuje modlitw udręczonych ludzi i zsyła im pomoc. Nie musi to być bezpośrednia interwencja. Boża pomoc może przejawiać się przez działanie Jego wysłanników, którzy urzeczywistniają opatrznościowe plany. Bóg może zesłać człowiekowi opiekuna, który udzieli mu potrzebnych rad i przeprowadzi przez niebezpieczeństwa. Takim opiekunem dla Sary staje się Tobiasz.
Od tej pory rozpocznie się proces jej uzdrawiania, który dotyczy poczucia wartości, wiary w siebie, nawiązywania relacji z mężczyznami, przygotowania do miłości i małżeństwa. Smutek powoli zacznie przemieniać się w radość, a myśli o śmierci zostaną zastąpione pragnieniem życia.

 

Miłość i pożądanie

Uzdrowienie Sary wymaga procesu oczyszczenia miłości. Podobną drogę musi przebyć jej przyszły mąż Tobiasz. Aby możliwe było ich prawdziwe spotkanie w miłości, potrzebne jest wyprostowanie zniekształconego obrazu ich samych. Tobiasz boi się Sary, bo słyszał o niej plotki, które krążą wśród ludzi. Boi się przede wszystkim o siebie, o swoje życie. Jego obraz Sary ukształtowany został przez złośliwych ludzi, którzy przypisują jej demoniczność, opętanie, oraz przez własne uprzedzenia: słyszałem, że ona była wydawana już za siedmiu mężów i że oni zmarli w swych komnatach małżeńskich tej nocy, kiedy zbliżali się do niej. Słyszałem także, jak niektórzy mówili, że zabija ich demon. Teraz to i ja się boję, ponieważ jej samej nie dzieje się krzywda, lecz ktokolwiek chce się zbliżyć do niej, zabija go [demon] (Tb 6, 14). Rafał pomaga Tobiaszowi spojrzeć na Sarę w prawdzie. Nie jest to kobieta mordująca mężczyzn ani opętana przez demona. Jest to dziewczę rozsądne, mężne i bardzo piękne, a i ojca ma dobrego (Tb 6, 12). Historia ta pokazuje, jak wielką krzywdę mogą wyrządzić oszczerstwa. Niszczą dobre imię i cześć bliźniego (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2479). By poznać prawdziwe oblicze osoby, potrzeba spojrzenia z zewnątrz, dobrej rady, świadectwa prawdy. Rafał ukazuje Tobiaszowi Sarę jako siostrę, czyli krewną z rodu jego ojca. Gdy poznaje jej prawdziwy obraz, zaczyna do niej lgnąć, rodzi się w nim uczucie miłości: A kiedy Tobiasz słuchał słów Rafała, że ona jest jego krewną z pokolenia i z domu ojca jego, zapłonął ku niej wielką miłością i serce jego przylgnęło do niej (Tb 6, 19).
Tobiasz pokochał Sarę z całego serca. Poczuł się za nią odpowiedzialny. Włącza się w jej pozornie beznadziejną walkę z demonem. Sara również lgnie do Tobiasza jak do brata, ale jej obawy pozostają wciąż bardzo żywe. Ma w pamięci obraz siedmiu poprzednich mężów, którymi nie mogła się nacieszyć. Jej serce przenikają na zmianę miłość i lęk, pragnie otworzyć się na nową relację, ale bagaż doświadczeń blokuje ją i powoduje, że staje się bierna, z niepokojem czekając na to, co się wydarzy. Do Sary dobrze pasują słowa z Pierwszego Listu św. Jana: W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości (1 J 4, 18). Sara lęka się, że kolejny mężczyzna nie dostrzeże w niej rozsądnej, mężnej i pięknej kobiety, ale będzie ją traktował jedynie jako spadkobierczynię majątku i obiekt pożądania. Boi się wykorzystania, relacji pozbawionej miłości, bez uszanowania jej godności jako kobiety.
Prawdziwe połączenie serc Sary i Tobiasza poprzedza swoisty rytuał: A kiedy skończyli jeść i pić, zapragnęli udać się na nocny spoczynek. Odprowadzono młodzieńca i przyprowadzono go do sypialni. Wtedy przypomniał sobie Tobiasz słowa Rafała, wyjął wątrobę i serce ryby z torby, w której je przechowywał, i położył na rozżarzonych węglach do kadzenia. Zapach ryby powstrzymał demona i uciekł on aż do Górnego Egiptu (Tb 8, 1-3). Spalenie serca i wątroby ryby ma znaczenie symboliczne. W sercu lokalizowano bowiem miłość, a w wątrobie uczucia. Gest Tobiasza wskazuje więc na przemianę nieokiełznanego pożądania i prymitywnych emocji w obcowanie delikatniejsze, bardziej radosne, wysublimowane, nacechowane zrozumieniem, szacunkiem i czułością względem kobiety (E. von Kalckreuth). Sara pragnie miłości czystej bardziej niż zbliżenia ciał, dąży do połączenia serc, szuka bratniej duszy, z którą będzie mogła związać swój los bez obawy, że nie sprosta stawianym wymaganiom. Pragnie miłości prawdziwej: Aby miłość była prawdziwa, nie wystarczy bicie serca, trzeba ją wyrazić w gestach miłości. Ale sam gest również nie wystarczy, on musi wyrażać miłość. Jeśli gesty są powołane do tego, aby stać się słowami miłości, zatem jak słowa, aby być zrozumiane, potrzebują przerw wypełnionych ciszą. Bez takich przerw słowa są niezrozumiałe, stają się potokiem bezsensownych dźwięków (A. Fumagalli).
Takim gestem miłości Tobiasza wobec Sary jest zaproszenie jej do wspólnego życia poprzez oddanie się Bogu w czasie modlitwy. Tobiasz zaprasza oczekującą biernie w łożu małżeńskim Sarę do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i za ich związek. Zaprasza ją do współtworzenia małżeństwa, a nie tylko do pasywnego poddaństwa mężowi.
«Wstań, siostro, módlmy się i błagajmy Pana naszego, aby okazał nam miłosierdzie i ocalił nas». Wstała i ona i zaczęli się modlić i błagać, aby dostąpić ocalenia. I zaczęli tak mówić: «Bądź uwielbiony, Boże ojców naszych, i niech będzie uwielbione imię Twoje na wieki przez wszystkie pokolenia! Niech Cię uwielbiają niebiosa i wszystkie Twoje stworzenia po wszystkie wieki. Tyś stworzył Adama, i stworzyłeś dla niego pomocną ostoję – Ewę, jego żonę, i z obojga powstał rodzaj ludzki. I Ty rzekłeś: Nie jest dobrze być człowiekowi samemu, uczyńmy mu pomocnicę podobną do niego. A teraz nie dla rozpusty biorę tę siostrę moją za żonę, ale dla związku prawego. Okaż mnie i jej miłosierdzie i pozwól razem dożyć starości!» I powiedzieli kolejno: «Amen, amen!» (Tb 8, 4-8).
Pierwszym wspólnym działaniem małżonków jest modlitwa. Stanie się ona podstawą ich wzajemnych relacji i harmonii we wspólnym życiu. Zaproszenie Sary do wspólnej modlitwy świadczy, jak mąż bardzo szanuje ją samą i godność ich związku. Wspólnie proszą Boga, żeby ich chronił. Tobiasz oświadcza również Sarze przed Bogiem, że dla miłości, a nie dla rozpusty (gr. porneia) bierze ją za żonę. Tobiasz „biorąc” Sarę, także w znaczeniu fizycznym, nie uwodzi jej, lecz chce z nią być szczerze i wiernie. Dla Sary jest to chwila, w której odzyskuje pewność siebie i zaufanie: teraz może już porzucić wszystkie wątpliwości i bariery ochronne i powiedzieć „tak” dla miłości i życia. Sara jest pewna, że Tobiasz nie widzi w niej bogatej spadkobierczyni, lecz kobietę, którą kocha i szanuje (E. von Kalckreuth). Wspólnie z wielką ufnością proszą Boga, by pozwolił im dożyć starości.

 

Żyć dojrzale

Sara przebyła długą drogę od pragnienia śmierci i unicestwienia do stania się córką, żoną i matką. Dopełnieniem jej uzdrowienia okazuje się spotkanie z Tobitem, jej teściem, po przebyciu drogi z Ekbatany do Niniwy. Gdy Tobit wychodzi na spotkanie synowej, by ją przywitać i pobłogosławić, umacnia się jej osobista godność i szacunek do samej siebie. Sara w czasie drogi z domu rodzinnego do Niniwy, do miejsca jej nieznanego, do obcego otoczenia, uczyniła jeszcze jeden ważny krok do samodzielności, do świadomego postrzegania siebie w roli żony. Sara, która tak bardzo cierpiała z powodu doświadczonego niezrozumienia, braku szacunku i pogardy, że życzyła sobie tylko śmierci, tutaj, u bram Niniwy, doznaje szacunku i miłości. I może w tej konkretnej chwili odczuła, jak wielki pokonała dystans na drodze do nowego, zdrowego postrzegania siebie (E. von Kalckreuth).
Sara czuje, że mąż ją kocha taką, jaka jest, z całą przeszłością. Czuje się bardzo serdecznie przyjęta przez rodzinę. Żyje w harmonii z sobą samą, wyrwała się z niepewności i bólu, nie pragnie być kimś innym i gdzie indziej. Chce być właśnie Sarą. Można więc powiedzieć, że Sara zaczyna żyć dojrzale, realizować się jako kobieta: Działa z odzyskaną świadomością siebie jako kobiety; oddziałuje ciepłem i żywotnością; rozbudza radość życia u ludzi, których spotyka. Jej droga jest teraz drogą miłości, tak jak droga Tobiasza. Odzyskała równowagę i zaufanie; odzyskała dla siebie i dla tych, którzy będą jej powierzeni, żeby w trudnych i nieprzewidzianych sytuacjach zachować świadomość własnej siły i godności (E. von Kalckreuth).
Dojrzałe życie polega na wierze w siebie i zaufaniu swoim możliwościom. Jest otwarciem na miłość, nie tylko między kobietą i mężczyzną, miłość małżeńską, ale również na miłość najbliższych, rodziny, przyjaciół a przede wszystkim Boga. Miłość jest dynamiczna, prowadzi do rozwoju: Im bardziej jestem kochany oraz im bardziej kocham, tym bardziej intensywnie się rozwijam. Obowiązuje tu ewangeliczna zasada, że kto ma, temu jeszcze dołożą, ten ma jeszcze więcej. Mogę się rozwijać na tyle, na ile najpierw doświadczam miłości ze strony Boga, rodziców i setek innych przyjaznych i dojrzałych osób, które spotkam. Ale to ode mnie zależy, na ile przyjmuję miłość. Wszyscy jesteśmy nad życie kochani przez Boga, ale w bardzo różny sposób tę miłość przyjmujemy. Ode mnie też zależy, na ile dzielę się z innymi tą miłością, którą zostałem obdarowany bez mojej zasługi. […] Miłość jest szczytem realizmu i mądrości, a nie tylko szczytem dobroci. Bóg jest nie tylko miłością, lecz także mądrością i sercem rzeczywistości. […] Miłość wypływa z serca rzeczywistości, w której żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Sercem rzeczywistości jest Trójosobowy Bóg, który kocha i który uczy kochać (M. Dziewiecki).

 

Fragment pochodzi z książki: Kobiety – między miłością a zdradą

 

 

Gdy mężczyźni zawodzą, Bóg powołuje kobiety.
Medytacje oparte są na losach najważniejszych kobiet ze Starego Testamentu. Są to żony, matki, córki czy kochanki. Jedne lśnią przykładem wierności i poświęcenia, inne knują misterne intrygi. Niektóre zajmują też wysoką pozycję w świecie mężczyzn, a czasem stają się ich ofiarami. Ale Bóg realizuje swoje zamysły właśnie na tych krętych ludzkich drogach.
Autorzy odnoszą historie starotestamentalnych bohaterek do problemów współczesnych kobiet. Okazuje się bowiem, że rozterki Ewy, Rebeki, Dalili, Batszeby, Zuzanny czy Szulamitki, nie odbiegają zbytnio od dylematów osób, które dzisiaj szukają prawdy i pełni życia.

Źródło: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/slowo-boze/art,43,rozpacz-ktora-prowadzi-ku-zyciu-medytacja.html

Typy temperamentu i relacje

Typy temperamentu – jak je wykorzystać by lepiej dogadywać się z innymi?

 

Temperament jest naszą cechą biologiczną. Nie mamy na niego zbytniego wpływu. Zrozumienie różnych sposobów działania, odczuwania i reagowania na bodźce pozwala budować relacje z większym szacunkiem i dojrzałością.

 

13912615_1243113182400184_2644035413090296618_n

 

Co o temperamentach mówią polski katolicki milioner, Piotr Michalak, i jezuicki portal Deon?

 

Piotr Michalak:

 

Typy temperamentów znamy jedynie ze słyszenia i po łebkach. A warto wejść w nie głębiej, aby nauczyć się:

 

1) Zatrudniać pracowników idealnie dobranych do stanowiska,
2) Współżyć z ludźmi w pracy i w domu, z klientami i ze znajomymi,
3) Nie oceniać i nie osądzać pochopnie innych ludzi,
4) Zauważyć swoje mocne i słabe strony, świadomie pracować na sobą,
5) Lepiej dogadywać się z małżonkiem i dziećmi.

 

Energiczny Choleryk

– to urodzony szef: władczy, nie może usiedzieć w miejscu, musi działać, ale jest porywczy, niewyrozumiały i niecierpliwy. Podporządkowuje sobie innych, łatwo się denerwuje. Mówi z siłą, dobitnie, dynamicznie. Symbol: ogień.

Perfekcyjny Melancholik

– to idealista: uczuciowy, wrażliwy, dokładny, poważny. Jego wzloty są najwyższe, a dołki najniższe. Ma głębokie wnętrze. Niestety skłonny do depresji, nadmiernie wymagający, narzekający. Mówi z głębokości serca i myśli. Symbol: ziemia.

Towarzyski Sangwinik

– to dusza towarzystwa: wesoły, pogodny, towarzyski, gadatliwy. Ale przy tym niezorganizowany i zapominalski. Jest charyzmatyczny i łatwo przekonuje innych używając swego czaru. Mówi szybko, żywo, śmieje się. Symbol: powietrze.

Spokojny Flegmatyk

– to ambasador pokoju: jest powolny, zrównoważony, najbardziej elastyczny. Unika konfliktów za wszelką cenę. Nie spieszy się, obserwuje otoczenie. Niestety odkłada sprawy na później, tworzy bałagan. Mówi powoli, delikatnie, łagodnie. Symbol: woda.

Teraz jedynie prześlizgnęliśmy się po powierzchni, aby dać przedsmak co się kryje za tymi typami. Musisz jednak wiedzieć, że każdy człowiek może łączyć w sobie 2, a nawet 3 typyMogą one być zrównoważone 50/50, albo jeden z nich może dominować. Przykładowo, ja jestem cholerykiem i melancholikiem, z niewielką przewagą tego pierwszego. A moja żona łączy w sobie aż trzy typy, choć dominuje flegmatyk.

Co ciekawe, małżeństwa najczęściej łączą się przeciwieństwami, i to zupełnie nieświadomie. Cholerycy poślubiają flegmatyków, a potem cholerycznie wkurzają się na swoich partnerów, którzy w odpowiedzi chowają się do swojej flegmatycznej skorupki. Wszystko z powodu niezrozumienia silnych i słabych stron partnera, z powodu niezrozumienia czyjejś odmienności, która wynika inherentnie z typu osobowości.

Flegmatyk jednak daje cholerykowi oazę spokoju, podczas gdy choleryk wnosi do związku siłę i pewność. Sangwinicy z kolei najczęściej poślubiają melancholików – którzy w przeciwieństwie do nich nie są towarzyscy i nie lubią wychodzić na imprezy. A jednak dają im poczucie głębi w życiu, podczas gdy sangwinik imponuje melancholikowi charyzmą i pewnością siebie w towarzystwie.

Co podwójnie ciekawe, każdy z tych typów został nawet opisany pod kątem stylu, w jakim uprawia miłość małżeńską, na którym to polu też zachodzi wiele nieporozumień. Porywczy ogień i spokojna woda nie zawsze łączą się ze sobą, podobnie jak rozbawione, frywolne „powietrze” (sangwinik) i głęboka, poważna „ziemia” (melancholik). Trzeba zrozumieć się nawzajem.

Z kolei jeśli idzie o przyjaciół, to raczej najczęściej łączymy się z typami podobnymi do nas! Przykładowo, dla melancholika najlepsi będą inni melancholicy, bo uzna ich za równie głębokich i wewnętrznie rozwiniętych, co on sam. Dla choleryka natomiast znajomy flegmatyk jest zbyt „miętolący” i powolny, a dla flegmatyka choleryk zbyt porywczy i agresywny. Sangwinik oczywiście najlepiej będzie się czuł w towarzystwie innych radosnych sangwiników, a głębia melancholika będzie dla niego zbyt poważna i smutna.

Aby zrozumieć te typy głębiej, trzeba wiedzieć na co są zorientowane. Otóż dwa z nich są bardziej ekstrawertyczne, wydatkujące energię na zewnątrz siebie: cholerycy i sangwinicy. Dwa typy są introwertyczne, skierowane do wewnątrz: flegmatycy i melancholicy. Nie znaczy to, że są oni mniej towarzyscy – należy rozumieć to tak, że melancholik będzie miał mniej przyjaźni (za to głębszych), podczas gdy sangwinik pozyska sobie setki radosnych znajomości.

Druga skala podziału, to orientacja na pracę lub zabawę. Typy obowiązkowe, zorientowane na pracę, na zadania, to melancholicy i cholerycy. Natomiast typy zorientowane na zabawę, odpoczynek, relacje międzyludzkie, to sangwinicy i flegmatycy.

Jednocześnie tak samo wygląda podział na typy stabilne i niestabilne. Melancholicy i cholerycy są osobami mniej stabilnymi, o większych wahaniach niż sangwinicy i flegmatycy.

Spójrzmy jak te typy podejmują decyzje. Choleryk decyduje szybko (na już!), sangwinik impulsywnie (ma zachcianki), melancholik ostrożnie (podejmuje najlepszy wybór) a flegmatyk powoli (niespiesznie, bezpiecznie). Widzimy tu nas samych, a także naszych różnych klientów, na których denerwowaliśmy się być może za ich tryb podejmowania decyzji.

Choleryk dominuje i marzy o osiągnięciach, a sangwinik świeci i marzy o byciu gwiazdą środowiska. Melancholik marzy o tym, co będzie w długim terminie, a flegmatykowi marzy się bezpieczeństwo i spokój.

Gesty melancholika są kontrolowane i zachowawcze, flegmatyka delikatne i spokojne, sangwinika przyjazne i radosne, a choleryka bezpośrednie i stanowcze.

Flegmatyk jest systematyczny, melancholik zorganizowany, choleryk praktyczny, a sangwinik chaotyczny.

W jaki sposób poszczególne typy budują swoją energię?

Flegmatyk poprzez ucieczkę (np. moja żona wychodzi na spacer z domu), melancholik poprzez samotność (np. wieczór spędzony z książką), sangwinik poprzez interakcję (np. wyjście do znajomych), a choleryk poprzez konkurencję (np. porywające wyzwania).

Jak natomiast wygląda ich mowa? Melancholik ma stonowane emocje i wzbudza zaufanie swoim intelektem. Flegmatyk nawiązuje spokojną, łagodną, serdeczną konwersację. Sangwinik będzie gadatliwy i podekscytowany. Choleryk jest z kolei stanowczy i rozkazujący.

Choleryka napędza siła woli. Jego siłą jest pewność.
Sangwinika napędzają uczucia. Jego siłą jest zabawa.
Melancholika napędza intelekt. Jego siła to bycie rzeczowym.
Flegmatyka napędza zaufanie. Jego siłą jest bycie przyjaznym.

Flegmatyk ma największe wyzwania z tym, aby być silnym – jak choleryk, jego przeciwieństwo. Melancholik będzie się zmagał z byciem zabawnym – jak sangwinik.Sangwinik z kolei nie będzie rzeczowy jak melancholik. Choleryk jest najmniej przyjazny, w przeciwieństwie do flegmatyka.

Co dalej? To dopiero wierzchołek góry lodowej. Warto zrobić sobie TEST na stronie http://www.logos.warszawa.pl/test/  — już rozwiązując go zobaczysz jakie są Twoje mocne i słabe strony. Przekaż ten test rodzinie, przyjaciołom i pracownikom.

Obowiązkowo też trzeba przeczytać tę książkę: http://www.tolle.pl/pozycja/osobowosc-plus?pp=963  (jest też dostępna w wersji audiobook oraz w odmianach „dla rodziców”, „dla małżeństw” itd. – polecam).

Życzę Ci (…), aby Bóg urodził się w Twoim sercu, aby rozbudziła się w Tobie miłość do innych ludzi, niezależnie od ich typu osobowości.

 

Źródło: http://www.strategie-rozwoju.pl/typy-temperamentu/

 

——————–

 

fot. shutterstock.pl

fot. shutterstock.pl

Portal Deon:

 

Maria Jankowska

Mówienie do flegmatyka: „Pospiesz się”, a do melancholika: „Przestań się zamartwiać i analizować” albo do choleryka: „Nie przejmuj się krytyką i nie reaguj tak gwałtownie”, jest jak trafienie kulą w płot.

 

Temperament stanowi zespół względnie stałych cech osobowości, do których zaliczyć można: pobudliwość, siłę i szybkość reagowania. Ma podłoże biologiczne, to znaczy, że dziecko przychodzące na świat ma już określony zespół cech stanowiących podstawę dla kształtowania się jego osobowości. To właśnie cechy temperamentalne wpływają na działanie, ponieważ decydują o sile przeżyć emocjonalnych, wrażliwości na bodźce, szybkości działania, tempie reagowania i wykonywania czynności.

 

Człowiek, który pragnie efektywnie funkcjonować w społeczeństwie, powinien dobrze orientować się w swoich stałych predyspozycjach i sposobach reagowania.  Małżonkowie po rozpoznaniu wzajemnych cech temperamentu mają szansę pomagać sobie, pogłębiać i rozwijać wzajemną miłość oraz realizować samych siebie, a także nie formułować wobec siebie oczekiwań, które są w sprzeczności z określonymi cechami danego typu temperamentu. Mówienie do flegmatyka: „Pospiesz się”, a do melancholika: „Przestań się zamartwiać i analizować” albo do choleryka: „Nie przejmuj się krytyką i nie reaguj tak gwałtownie”, jest jak trafienie kulą w płot. Rodzice powinni znać typ temperamentu swoich dzieci, żeby wychowywać je w zgodzie z ich cechami i możliwościami.

(…)

Sangwinik

 

Jest to człowiek pogodny, wesoły, otwarty, wrażliwy, towarzyski, łatwo nawiązujący kontakty z innymi. Pełen energii, aktywny, twórczy, prostoduszny, szczery. W sytuacjach nieprzyjemnych bywa na ogół speszony i smutny, jednak stan ten szybko mija, ponieważ jego przeżycia są silne, ale płytkie. Dominuje u niego reakcja typu słomiany ogień, tzn. łatwo podejmuje decyzje, szybko się angażuje w działanie, ale przez swój brak cierpliwości i wytrwałości równie szybko porzuca swoje czynności i zmienia obiekty zainteresowań. Sangwinik niekiedy wyraża swoje uczucia w sposób przesadny, co może u innych ludzi wywołać błędne wrażenie o sile przeżywanych przez niego emocji i uczuć. W stosunkach z innymi z jednej strony jest lubiany (dzięki swemu optymizmowi, dużej łatwości nawiązywania kontaktów i towarzyskości), a z drugiej strony ludzie nie mogą na nim polegać (ze względu na brak wytrwałości, niestałość w działaniu, niezrównoważenie emocjonalne). Ze względu na swoją otwartość, pogodne usposobienie, zdolność przystosowawczą dobrze radzi sobie w sytuacjach stresowych.

 

Sangwinik największy problem ma w wytrwałym dążeniu do celów i w realizowaniu długotrwałych zadań. Powinien nauczyć się systematycznego działania, planując swoje zadania i cele, a z ich realizacji systematycznie się rozliczać. Rodzice powinni pomóc swojemu dziecku w podjętych przez nie zamierzeniach, a nie krytykować, jeśli coś się nie udało, lub wytykać brak cierpliwości i wytrwałości. Ważne jest, żeby empatyczny i towarzyski sangwinik nauczył się w oparciu o dokonaną hierarchię celów realizować istotne zadania i doprowadzać je do końca.

 

Choleryk 

 

Jest człowiekiem czynu: działa szybko, gwałtownie, jest ukierunkowany na osiąganie celu, wytrwały w realizacji zamierzeń i planów, jest dobrym organizatorem. Przedsiębiorczy, autorytatywny, dominujący, pewny siebie, niezależny, potrafi pokierować każdą sytuacją. W stosunkach z innymi ludźmi jest jednak nietolerancyjny, narzucający swoją wolę, niecierpliwy, krytyczny, zawzięty, wymagający. Łatwo wpada w gniew, bywa nietaktowny, ma tendencję do manipulowania ludźmi.

 

Słabą stroną choleryka jest nadmierny krytycyzm, gwałtowność i niecierpliwość, stąd wskazane byłoby „wyciszanie” nagłych emocji i wybuchów poprzez umiejętne rozładowanie napięć (sport, relaks, medytacja).

 

Melancholik

 

Jest człowiekiem uczuciowym, wrażliwym, delikatnym i zamkniętym w sobie. Życie traktuje jak trudne zadanie do zrealizowania, które trzeba wykonać z powagą i pełną odpowiedzialnością, stąd jest drobiazgowy, dokładny, wytrwały i uporządkowany. Melancholik jest bardzo nastrojowy, przewrażliwiony, z tendencją do analizowania sytuacji i zjawisk. Ze względu na smutny nastrój, przygnębienie i pesymizm życiowy patrzy na świat przez czarne okulary, dostrzegając w nim trudności, problemy i przykrości.

 

Melancholik jest na ogół zamknięty w sobie, wyobcowany, nie uzewnętrznia swych przeżyć i emocji. Kontakty interpersonalne nawiązuje z trudnością, ale w stosunku do osób, z którymi utrzymuje bliskie relacje, jest lojalny, stały i wierny. Melancholik nie wierzy w swoje możliwości, jest niepewny siebie, ma poczucie niższości, uważa, że funkcjonuje gorzej od innych ludzi. Każde niepowodzenie pogłębia jego poczucie mniejszej wartości oraz wzmaga pesymizm i smutek, stąd melancholik jest mało odporny na stres.  Melancholika należy wzmacniać w poczuciu własnej wartości, często go chwaląc i dostarczając mu pozytywnych wzmocnień. Wskazane jest, żeby miał grono przyjaciół, w którym mógłby przeanalizować własne przemyślenia, problemy i przeżywane dylematy.

 

Flegmatyk 

 

Jest człowiekiem powolnym, cierpliwym, opanowanym, powściągliwym i zrównoważonym. W stosunku do innych ludzi zachowuje dystans emocjonalny i uczuciowy. Nie ma zdolności wczuwania się w cudze stany emocjonalne. Sam jest niewymagający, skoncentrowany na sprawach aktualnych, zazwyczaj zadowolony, jeśli nikt mu nie przeszkadza realizować własnych celów i zamierzeń oraz gdy nikt go nie popędza w podejmowanych decyzjach i w działaniach. Flegmatyka trudno zrazić, jedynie bardzo silny bodziec może go wyprowadzić z równowagi. Zwykle jest bierny, spokojny, odznacza się dużą tolerancyjnością. Jest leniwy, ma raczej mało zainteresowań, a obojętność niekiedy przechodzi u niego w apatię.

 

U flegmatyka, nawet jeśli się czymś zajmie, nie widać zapału. Nie lubi zmian i źle się czuje w nowych i nieoczekiwanych sytuacjach.  Flegmatyk powinien przede wszystkim uczyć się wpatrywać w uczucia i potrzeby psychiczne innych ludzi, starać się je rozumieć i akceptować. Szczególnie w sytuacji bliskich relacji deficyt w sferze wyrażanych emocji, otwarcia się na potrzeby i punkty widzenia innych i tempa wykonywanych działań może stanowić barierę utrudniającą wzajemną harmonię i współżycie.  To rodzina może pomóc dziecku wyrażać i przeżywać emocje, radzić sobie w sytuacjach trudnych, wchodzić w zdrowe relacje z innymi ludźmi. W rodzinie, dzięki zaspokojeniu potrzeby miłości, akceptacji i bezpieczeństwa, dziecko może kształtować cechy swojego temperamentu i wyciszać gwałtowne emocje. A zatem tak kształtować swoje cechy temperamentalne, by pogłębiać i rozwijać to, co pozytywne, a minimalizować to, co szkodliwe.

 

Źródło: http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,576,odkryj-jaki-masz-temperament.html

Modlitwa o Nowe Rodziny na ŚDM

Zachęcamy do pobrania poniższych plików, drukowania i rozdawania ulotek we własnych parafiach i na spotkaniach. Zapotrzebowanie jest wielkie!

Ulotki są małego formatu wizytówki 8,5 x 5,5, dwustronne, polecamy papier 250 błyszczący.

 

PRZEKAŻ DALEJ!

 

Grafika autorstwa Magdaleny Wojnowskiej – dziękujemy, Magdo!

Wersje PDF – drukarskie:

modlitwa_nowe rodziny_polska

modlitwa_nowe rodziny_angielska

modlitwa_nowe rodziny_wloska

modlitwa_nowe rodziny_niemiecka

 

 

Wersje JPG:

 

modlitwa_nowe rodziny_polska

modlitwa_nowe rodziny_polska2

 

 

 

modlitwa_nowe rodziny_angielska

modlitwa_nowe rodziny_angielska2

 

 

modlitwa_nowe rodziny_wloska

modlitwa_nowe rodziny_wloska2

 

 

modlitwa_nowe rodziny_niemiecka modlitwa_nowe rodziny_niemiecka2

 

Cykl „Twarze i Imiona”

Zakończyliśmy pierwszą edycję cyklu „Twarze i Imiona” dla singli 26+ w k. Zbawiciela.

Myślą przewodnią cyklu były słowa papieża Franciszka:

„Człowiek osiąga dojrzałość i pełnię, gdy łamie bariery, a jego serce napełnia się twarzami i imionami.”

Na pierwszym spotkaniu (19 czerwca) dotknęliśmy tematu SERCA i podzieliliśmy się tym, jak odczytujemy powyższe zdanie papieża Franciszka w naszym życiu, w naszych realnych spotkaniach z drugim człowiekiem. Czy i jaki one mają dla nas sens, czy pomagają nam w przełamywaniu naszych barier?

Druga część rozważań (26 czerwca) była poświęcona TWARZY, filozofii spotkania twarzą w twarz. W małych grupkach zastanowiliśmy się nad tym, jak wchodzimy w kontakt. Spróbowaliśmy przyjrzeć się pierwszym chwilom nawiązywania relacji. Zatrzymaliśmy się nad tym pierwszym wrażeniem, jakie pojawia się w momencie spotkania.

Ostatnie spotkanie (3 lipca) było na temat IMIENIA. Jakie jest Twoje imię? Co ono znaczy? Jakie Ty nadajesz mu znaczenie? Jakie imiona ludzi, jakie imię Boga nosisz w swoim sercu? Rozmawialiśmy m.in. o tym, co oznacza „przejść na Ty” i o pewnym, bardzo ważnym także dla nas – singli, imieniu Boga. To Imię brzmi Nadzieja.

Spotkania były inspirowane rozważaniami rekolekcyjnymi ks. Krzysztofa Grzywocza, prezbitera diecezji opolskiej, egzorcysty, teologa, autora wielu publikacji. Nagrania rekolekcji są do odsłuchania/pobrania na stronie http://www.sluzew.dominikanie.pl/nagrania/index.php?co=rekolekcje  pod nazwą „Akademickie rekolekcje wielkopostne Twarze i imiona 9-11 marca 2015”.

Ze względu na duże zainteresowanie i głębokie treści, bliskie naszemu duszpasterstwu, zamierzamy powtórzyć ten cykl w przyszłości. 🙂

Wielkie podziękowania dla Beaty za piękne poprowadzenie tych spotkań!

Zachęcamy też każdego z Was do dzielenia się podobnymi skarbami, dla wspólnego dobra. Aby poprowadzić spotkanie w k. Zbawiciela, piszcie do Diany na adres niejeden.pl@gmail.com

W sutannie z obrączką

Marcin Gajda, autor m. n. inspirujących konferencji dla bezżennych (na temat których mieliśmy w kwietniu spotkanie „Gajdy dla singli. Szczęście, decyzje i duchowość samochodzika” w k. Zbawiciela), mąż Moniki i ojciec kilkorga dzieci, przyjął w tym miesiącu święcenia diakonatu. Jako diakon stały, będzie mógł m. in. udzielać sakramentu chrztu czy małżeństwa, asystować w funkcjach liturgicznych, czy też kierować społecznościami chrześcijan. Będzie mógł też nosić szaty liturgiczne. Pełny opis diakonatu znajduje się pod tym linkiem.

Co Marcin pisze o święceniach diakonów i ich żonach?

Nowi diakoni stali na zakończenie liturgii dziękowali biskupom, ale także swoim żonom: „Jesteście dla nas wielką radością i wsparciem. Jesteście odważnymi kobietami, które na wzór żon pierwszych apostołów i diakonów śmiało wyruszają w drogę. To cudowne podróżować razem z wami. Wasze TAK na naszą posługę jest naszym wspólnym TAK dla Boga…”

W Warszawie funkcję diakona stałego pełni m. in. Bogdan Sadowski. O jego wizytach „po kolędzie” w sutannie z obrączką w Miasteczku Wilanów można przeczytać w artykule pod tym linkiem.

Poniższe zdjęcie przedstawia czterech żonatych diakonów (Marcin jest pierwszy od prawej) i trzech biskupów. Inspirujące nowe drogi!

13466315_1033600073393652_2423636838324910291_n

Miłość totalna

Kto się zastanawia nad powołaniem, kto chciałby żyć miłością najbliższą Bogu i w jedności z Nim, niech pamięta słowa Ojca Świętego, że najlepszym znakiem Bożej miłości jest małżeństwo – wraz z czułością i namiętnością. 🙂

„Musi istnieć jakiś powód tego, że miłość bez przyjemności i namiętności nie wystarcza, aby symbolizować jedność ludzkiego serca z Bogiem: <<Wszyscy mistycy stwierdzali, że miłość nadprzyrodzona i miłość niebiańska odnajdują poszukiwaną symbolikę bardziej w miłości małżeńskiej, niż w przyjaźni, niż w uczuciach synowskich czy też w poświęceniu się w służbie. Powód tkwi właśnie w jej totalności>>. Dlaczego więc nie powiedzieć o uczuciach i seksualności w małżeństwie?”

Papa Franciszek „Amoris Laetitia”

Amen!

„Każdy kryzys kryje dobrą wiadomość”

W najbliższych edycjach newslettera „Niejeden News” będą się pojawiały m. in. wybrane i publikowane przez Marcina Gajdę (na jego Fb) fragmenty nowej adhortacji papieża – o radości kochania. Marcin wybiera takie perełki, że żal się nimi nie podzielić. 🙂

„Każdy kryzys kryje dobrą wiadomość, którą trzeba umieć usłyszeć, wytężając słuch serca.

Trzeba odkryć, że przezwyciężony kryzys nie prowadzi do mniej intensywnej relacji, ale do udoskonalenia, konsolidacji i dojrzałości wina jedności. Nie żyje się razem po to, aby być coraz mniej szczęśliwymi, ale aby nauczyć się być szczęśliwymi w nowy sposób, wychodząc od możliwości otwartych przez nowy etap. Każdy kryzys pociąga za sobą pewne uczenie się, które pozwala na pogłębienie intensywności wspólnego życia, albo chociaż znalezienie nowego znaczenia doświadczenia małżeńskiego. Żadną miarą nie wolno poddawać się rezygnacji i godzić się na opadanie, nieuchronne pogorszenie, na przeciętność, którą trzeba znosić.”

Ojciec Święty Franciszek „Amoris Laetitia”

Dla inspiracji, zdjęcie przedstawia instalację – rzeźbę odzwierciedlającą odwróconych, skłóconych ludzi, których serca, jak wewnętrzne dzieci, pragną kontaktu. Rzeźba pochodzi z zupełnie niekatolickiego festiwalu, znaczenie ma jednak uniwersalne. „Wytężajmy słuch serca”!

Cykl spotkań o szczęściu

Na niedzielnych spotkaniach dotykamy obecnie tematyki szczęścia. Oto tematy i linki do nagrań/stron:

10 kwietnia
Gajdy dla singli. Szczęście, decyzje i duchowość samochodzika
Treści z konferencji Moniki i Marcina Gajdów dla bezżennych, która odbyła się w Ognisku Miłości w Olszy. Czy przyjaźń damsko-męska jest możliwa? Czym jest „teologia samochodzika”? Jak rozeznać wolę Boga? Czy moja historia determinuje moją przyszłość? Co jest moim powołaniem?
http://niejeden.pl/2016/04/10/gajdy-dla-singli/

24 kwietnia
happy #1 Co daje szczęście?
Youtubowe spotkanie z twórcą The Happy Movie. Co nauka określa jako gwaranty szczęścia?
https://www.youtube.com/watch?v=sM_xtk8aqh0
Warto dodatkowo obejrzeć https://www.youtube.com/watch?v=CDSQMNB5JQk

1 maja
happy #2 Powołani do szczęścia
Homilia współczesnego „włoskiego świętego”, o. Innocenzo Gargano, na temat szczęścia i woli Boga.
http://www.przyjacielemm.pl/index.php/nagrania/sesje/sesja-2014 wyszukać SOBOTA, „Homilia”

8 maja
happy #3 Szczęśliwy sekret
Naukowe wyniki badań nad szczęściem w pracy i w życiu. Obejrzymy 15-minutowy filmik z TED Talks o „szczęśliwym sekrecie efektywniejszej pracy” (po angielsku, z napisami).
https://www.ted.com/talks/shawn_achor_the_happy_secret_to_better_work

15 maja
happy #4 Szczęście (nie)jedno ma imię
Dokument (ok. 1h) o prawdziwych źródłach szczęścia, oparty na nowej dziedzinie nauki – psychologii pozytywnej.

 

Jak spotkać tego, kto kocha?

„Co więc możemy zrobić, by znaleźć osobę, z którą moglibyśmy zbudować radosną więź miłości aż do śmierci? Najpierw trzeba samemu stać się takim dojrzałym człowiekiem, który jest w stanie pokochać drugą osobę i który potrafi dojrzale kochać samego siebie. Co to znaczy? Kocham samego siebie wtedy, gdy stawiam sobie tak wysokie wymagania, jakie wynikają ze słów i czynów Jezusa, z Jego miłości do nas. Kochać siebie to odnosić się do samego siebie z przyjaźnią, ale bez naiwności i bez rozpieszczania samego siebie. To przyjmować samego siebie z czułością, z cierpliwością, ale bez naiwności i bez mylenia miłości z egoizmem. To wymagać od siebie, by codziennie się rozwijać, by każdego dnia stawać się większym od samego siebie, by codziennie bardziej kochać tych, których kocham. To także mówić sobie całą prawdę na własny temat: i tę radosną, i tę czasem bolesną, niepokojącą, wzywającą do nawrócenia. Im bardziej kocham, tym większą mam szansę, że gdzieś w tłumie rozpoznam kogoś, kto też bardzo kocha, albo że zostanę rozpoznany przez taką osobę.
Polecam tekst:
http://www.m.deon.pl/slub/inspiracje/art,22,jak-spotkac-tego-kto-kocha.html
Kto wytrwa w lekturze do końca, dowie się, jakie jest zadanie chłopaka, a jakie dziewczyny 🙂
Pozdrawiam
Kamila