„Każdy kryzys kryje dobrą wiadomość”

W najbliższych edycjach newslettera „Niejeden News” będą się pojawiały m. in. wybrane i publikowane przez Marcina Gajdę (na jego Fb) fragmenty nowej adhortacji papieża – o radości kochania. Marcin wybiera takie perełki, że żal się nimi nie podzielić. 🙂

„Każdy kryzys kryje dobrą wiadomość, którą trzeba umieć usłyszeć, wytężając słuch serca.

Trzeba odkryć, że przezwyciężony kryzys nie prowadzi do mniej intensywnej relacji, ale do udoskonalenia, konsolidacji i dojrzałości wina jedności. Nie żyje się razem po to, aby być coraz mniej szczęśliwymi, ale aby nauczyć się być szczęśliwymi w nowy sposób, wychodząc od możliwości otwartych przez nowy etap. Każdy kryzys pociąga za sobą pewne uczenie się, które pozwala na pogłębienie intensywności wspólnego życia, albo chociaż znalezienie nowego znaczenia doświadczenia małżeńskiego. Żadną miarą nie wolno poddawać się rezygnacji i godzić się na opadanie, nieuchronne pogorszenie, na przeciętność, którą trzeba znosić.”

Ojciec Święty Franciszek „Amoris Laetitia”

Dla inspiracji, zdjęcie przedstawia instalację – rzeźbę odzwierciedlającą odwróconych, skłóconych ludzi, których serca, jak wewnętrzne dzieci, pragną kontaktu. Rzeźba pochodzi z zupełnie niekatolickiego festiwalu, znaczenie ma jednak uniwersalne. „Wytężajmy słuch serca”!

Cykl spotkań o szczęściu

Na niedzielnych spotkaniach dotykamy obecnie tematyki szczęścia. Oto tematy i linki do nagrań/stron:

10 kwietnia
Gajdy dla singli. Szczęście, decyzje i duchowość samochodzika
Treści z konferencji Moniki i Marcina Gajdów dla bezżennych, która odbyła się w Ognisku Miłości w Olszy. Czy przyjaźń damsko-męska jest możliwa? Czym jest „teologia samochodzika”? Jak rozeznać wolę Boga? Czy moja historia determinuje moją przyszłość? Co jest moim powołaniem?
http://niejeden.pl/2016/04/10/gajdy-dla-singli/

24 kwietnia
happy #1 Co daje szczęście?
Youtubowe spotkanie z twórcą The Happy Movie. Co nauka określa jako gwaranty szczęścia?
https://www.youtube.com/watch?v=sM_xtk8aqh0
Warto dodatkowo obejrzeć https://www.youtube.com/watch?v=CDSQMNB5JQk

1 maja
happy #2 Powołani do szczęścia
Homilia współczesnego „włoskiego świętego”, o. Innocenzo Gargano, na temat szczęścia i woli Boga.
http://www.przyjacielemm.pl/index.php/nagrania/sesje/sesja-2014 wyszukać SOBOTA, „Homilia”

8 maja
happy #3 Szczęśliwy sekret
Naukowe wyniki badań nad szczęściem w pracy i w życiu. Obejrzymy 15-minutowy filmik z TED Talks o „szczęśliwym sekrecie efektywniejszej pracy” (po angielsku, z napisami).
https://www.ted.com/talks/shawn_achor_the_happy_secret_to_better_work

15 maja
happy #4 Szczęście (nie)jedno ma imię
Dokument (ok. 1h) o prawdziwych źródłach szczęścia, oparty na nowej dziedzinie nauki – psychologii pozytywnej.

 

Jak spotkać tego, kto kocha?

„Co więc możemy zrobić, by znaleźć osobę, z którą moglibyśmy zbudować radosną więź miłości aż do śmierci? Najpierw trzeba samemu stać się takim dojrzałym człowiekiem, który jest w stanie pokochać drugą osobę i który potrafi dojrzale kochać samego siebie. Co to znaczy? Kocham samego siebie wtedy, gdy stawiam sobie tak wysokie wymagania, jakie wynikają ze słów i czynów Jezusa, z Jego miłości do nas. Kochać siebie to odnosić się do samego siebie z przyjaźnią, ale bez naiwności i bez rozpieszczania samego siebie. To przyjmować samego siebie z czułością, z cierpliwością, ale bez naiwności i bez mylenia miłości z egoizmem. To wymagać od siebie, by codziennie się rozwijać, by każdego dnia stawać się większym od samego siebie, by codziennie bardziej kochać tych, których kocham. To także mówić sobie całą prawdę na własny temat: i tę radosną, i tę czasem bolesną, niepokojącą, wzywającą do nawrócenia. Im bardziej kocham, tym większą mam szansę, że gdzieś w tłumie rozpoznam kogoś, kto też bardzo kocha, albo że zostanę rozpoznany przez taką osobę.
Polecam tekst:
http://www.m.deon.pl/slub/inspiracje/art,22,jak-spotkac-tego-kto-kocha.html
Kto wytrwa w lekturze do końca, dowie się, jakie jest zadanie chłopaka, a jakie dziewczyny 🙂
Pozdrawiam
Kamila

Żółw, słoń czy meduza?

Po ostatniej mszy z duszpasterstwem DwoJedno u jezuitów odbył się kolejny wykład Igi Glapińskiej. Tym razem było zoologicznie – o żółwiach, meduzach i słoniach. Jaki jest Twój wzorzec przywiązania? Czy zachowujesz równowagę między bliskością a niezależnością? Warto poczytać o tych metaforach m in na http://dziecisawazne.pl/style-przywiazania/ Tekst pokazuje, jak style przywiązania wykształcone w dzieciństwie wpływają na nasze obecne relacje.

 

Gajdy dla singli. Szczęście, decyzje i „duchowość samochodzika”

Zapiski z konferencji dla bezżennych, poprowadzonej przez Monikę i Marcina Gajdów w Ognisku Miłości w Olszy w 2010r., przedstawione na spotkaniu w kościele dolnym Zbawiciela w niedzielę 10.04.2016.

(grafika i edycja 2016/niejeden.pl)

 

MONOS

 

Najpierw trzeba być monos, pojedynczą osobą. Jedynką, pełnią, nie połówką. W przeciwnym razie człowiek jest wiecznie głodny.

 

Ludzie niedojrzali ssą z innych ludzi i myślą, że się zaspokoją, lub że inni im „dadzą szczęście”, „dopełnią”. Na przykład, można sobie tak wychować dziecko, że ono wewnętrznie nigdy nie odejdzie z domu. Lub można trwać w przekonaniu, że skoro nie mam „drugiej połówki”, jestem niepełny/a. „Druga połówka” to bardzo mylące określenie. Słowa typu „nie mogę bez ciebie żyć”, „jesteś moim światem” oznaczają nieuporządkowane, niedojrzałe, czasem neurotyczne i dysfunkcyjne przywiązanie, uwiązanie. Wiele współczesnych romantycznych piosenek / filmów opisuje relacje typowe np dla dla DDA (dorosłe dzieci z rodzin alkoholowych/dysfunkcyjnych, zobacz też wywiad z ks Pawłem ze Zbawiciela), a nie zdrową, dojrzałą, prawdziwą miłość. Jesteśmy karmieni błędnymi obrazami miłości.

 

Przed Bogiem każdy jest bezżenny.

Forma życia (samemu, w małżeństwie, w zakonie, etc) nie nadaje tożsamości. Nadaje ją relacja z Bogiem. Forma życia to tylko sposób, w jaki moja miłość będzie się realizować. Powołanie do jakiejś formy życia jest  powołaniem do szczęścia.

 

Jak decydować? Nie kierować się tym, co muszę, tylko tym, czego pragnę, co mi daje radość i pozwala realizować miłość.

„Bóg chce, abym była z X” – NIE. Bóg tylko chce, abym była szczęśliwa.

 

Chodzi po pierwsze o spotkanie serc: mojego i Boga. Pokój serca bierze się tylko i wyłącznie z komunii z Bogiem. (cf. „komunia miłości”)

 

 

WOLA i WOLNOŚĆ

 

Wolę Bożą czyta się bardzo prosto – poprzez pragnienia wolnegooczyszczonego serca człowieka.

Moja wolność realizuje się w moich wyborach, w decyzjach. Jeśli nie decyduję, nie wybieram, wtedy tylko dryfuję – nie wykorzystuję wolności.

Tylko decyzje zmieniają życie.24a641a914c319dccc8b48d3cb92aaf4

 

Teologia samochodzika: „idź i zobacz”. Ciągły ruch. Filmik Gajdów: http://2ryby.pl/film/rozeznawanie-woli-bozej/

 

Żeby Duch dął w żagiel, trzeba samemu ten żagiel napinać, trzymać ster, wkładać własny wysiłek.


Moja historia nie determinuje moich relacji, jeśli sama tak zdecyduję. 
Można mieć piękne małżeństwo nawet po patologicznej historii. To mój wybór, jak potraktuję swoje doświadczenia, nie ma żadnej determinacji.

 

Jeśli przydarza mi się coś bolesnego – może mój diament potrzebował takiego szlifu.

Jeśli ktoś ma nieuporządkowaną sferę seksualną, w żadnym powołaniu nie będzie płodny.

Wiele sióstr zakonnych wybrało zakon dlatego, że nie chciało współżyć z mężczyznami. Taki wybór, podyktowany lękiem lub jakimś przymusem,  NIE jest wolny.

 

 

MIŁOŚĆ

 

Jeśli podejmę miłość Boga, automatycznie przerzucę ją na drugiego człowieka. Miłość Boga realizuje się w miłości do konkretnych ludzi. Święci są bardzo konkretni.

Jeśli mówię, że kocham Boga, a odrzucam jakiegokolwiek człowieka, jestem w kłamstwie.

Owocem rozwoju miłości jest m. in. wychodzenie z ‚ja’ do ‚ty’.

Albo ta sekunda (moje życie) zatętni miłością, albo jest stracona. Albo dziś się do kogoś uśmiechnę i dam mu poczuć miłość, albo ten czas jest stracony.

(O tym samym mówi m in ks Kaczkowski: „Nie bójcie się bliskości. Nie czekajcie, bo jest coraz później. Kochajcie teraz.” ds)

 

RADYKALIZM i CZAS

 

W związkach, tak jak w poszukiwaniu związku, potrzebny jest radykalizm. Jeśli na przykład za dużo pracuję i nie mam czasu na relacje – mam to odciąć, aby nie tracić czasu – im później podejmę decyzje, tym gorzej.

Niektórzy tylko wyrywają chwasty, zamiast sadzić. A czas jest krótki. I co, pójdą do nieba ze stertą wyrwanych pokrzyw? Na co to komu?
Miłość to nie jest nierobienie czegoś. To aktywne, praktyczne DZIAŁANIE na korzyść ludzi. 
Trzeba zacząć od sadzenia owoców, dawać codziennie miłość, zamiast organizować sobie zaplecze, słoiki na dżem, bukłaki na przyszłe wino.

Miłość = daję drugiemu człowiekowi poczuć, że go kocham. Bardzo proste. Podejmować proste dobro, gesty dla korzyści drugiego człowieka.

Nie ma czasu na zastanawianie się nad każdym codziennym wydarzeniem i decyzją, jest Jezus tu i teraz, to wydarzenie, ta osoba – albo w to wchodzisz, albo tracisz.

Miłość idzie, szuka, nie zatrzymuje się, jest drogą, jest w ciągłym ruchu, nie ma czasu!
Jezus nigdy nie mówi „Posiedź ze mną”, „Pogadajmy”. Mówi „Chodź i sam zobacz”. 
(potrzebna jest równowaga między rozmawianiem a działaniem) 

Jest czas w życiu, kiedy rozeznawanie własnego powołania jest priorytetem, a nie ewangelizowanie narodów, praca, nauka, sztuka czy cokolwiek innego. To obowiązek. I trzeba w tym kierunku robić wszystko co się da.

Jest wiek, moment, w którym, po dokonaniu pewnego bilansu, zrobiwszy co potrafiłam, mam podjąć swoje życie w pełni świadomie jako osoba bezżenna.
To obowiązek: postawić sobie grubą krechę i przestać się spalać na szukanie żony czy męża. Wiek nie jest określony, ale powinno to być odpowiednio wcześnie, aby móc się jeszcze spełnić w życiu, aby życia nie zmarnować. Nie zamyka to furtki na ewentualne małżeństwo, ale pozwala, aby poszukiwanie żony czy męża przestało być największym priorytetem. To wprowadza ład w życiu, w emocjach, nadaje nowy kierunek.
Bilansu trzeba dokonać z pokorą, z akceptacją swojej historii, bez winy, ze zdrowym dystansem, z wiarą, uczciwie. Dobrze mieć do tego świadka.

Jeśli jestem sam(a), mam więcej czasu, i mam go po coś.

Trzeba być radykalnym w stawianiu ludziom granic wobec siebie.

Mam doświadczać bliskości człowieka, realizować ją, nawet o nią walczyć, zabiegać, zapraszać do siebie. Mam pełne prawo do bliskościRównowaga między dawaniem i braniem to praca na lata.

 

Przyjaźń damsko-męska jest możliwa tylko w szczególnych przypadkach, u bardzo dojrzałych osób. (To Gajdowie mocno podkreślali – że to bardzo rzadkie, i lepiej w takie relacje nie wchodzić)

 

Dobrze jest też integrować wypoczynek, satysfakcję i przyjemność (omawiane z kierownikiem duchowym).

Bądź chlebem, a będą się do ciebie garnąć, aby jeść. Chleb się mnoży w dzieleniu.

Msza Przystani za ks Jana Kaczkowskiego

3 kwietnia na mszy w Ursusie będziemy mieć szczególną dodatkową intencję – za śp. ks Jana Kaczkowskiego, pięknego człowieka, który żył „na pełnej petardzie” i niedawno odszedł po długiej walce z rakiem.

Zbierzemy też datki na założone przez niego hospicjum i na dwie bardzo potrzebujące rodziny. Bądźmy hojni w Niedzielę Miłosierdzia 🙂

Zobacz informację o wszystkich mszach za ks Jana na Deon.pl

Wcześniej, w piątek 1 kwietnia, w dniu pogrzebu, zachęcamy do wspólnej modlitwy na mszy u Jezuitów na Rakowieckiej o godz. 19:00.

Co ks Jan miałby wspólnego z singlami?

Przeczytaj wspomnienie jego najbliższego współpracownika, Piotra.

Środa, 30 marca

Przyjechał dziś do mnie Marcin Jakimowicz z „Gościa Niedzielnego” porozmawiać o Janie. W pewnym momencie zapytał mnie o jakieś nasze wspólnie przeżyte, zabawne historie. No więc opowiedziałem mu taką sytuację.

Siedzimy po jednym ze spotkań z czytelnikami i podpisujemy książki. Zazwyczaj Jan robił tak, że podpisywał się imieniem i nazwiskiem i pisał błogosławieństwo, ewentualnie jeszcze kilka słów.

Ale tym razem widziałem, że co jakiś czas podpisując wykonuje jakiś dziwny ruch ręką i robi jakieś dziwne szlaczki. Najpierw to zignorowałem i podpisywałem dalej, ale po kilkunastu minutach ciekawość wzięła nade mną górę i zapytałem.

– Jan, co Ty robisz?
– Jak to co? Jesteś kawalerem? Jesteś. No więc postanowiłem, że wezmę sprawy w swoje ręce. Jak podchodzi po podpis jakaś piękna niewiasta, która na pierwszy rzut oka wygląda na dobrą kandydatkę, to jej zakreślam twoje nazwisko i piszę, żeby się z tobą skontaktowała – odpowiedział ze swoim charakterystycznym, szelmowskim uśmieszkiem.

No i wybuchnęliśmy śmiechem na cały głos. Taki był nasz kochany Jan. Wariat jakich mało.

https://www.facebook.com/piotrzylkablog

 

Narodził się nasz nowy patron – działaj, drogi księże, na pełnej petardzie 😉

 

12417734_1156073301092156_2815565618059356426_n

 

jankaczkowski

 

 

***

Miłosierdzie – ostatnie słowo ks. Kaczkowskiego

Jolanta Roman-Stefanowska / br, Gdańsk, 2016-03-29

 źródło: http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x98312/milosierdzie-ostatnie-slowo-ks-kaczkowskiego/
Miłosierdzie – ostatnie słowo ks. Kaczkowskiego Fot. Łukasz Głowacki – fotoKAI

Jego ostatnim słowem było ‚miłosierdzie’ – mówi o zmarłym w poniedziałek ks. Janie Kaczkowskim, swoim przyjacielu, ks. Piotr Przyborek, który towarzyszył mu w chwili śmierci. Ks. Jan nauczył nas jak towarzyszyć bliskim w chwili śmierci – podkreślił ks. Przyborek. „Pokazał jak zachować się do końca. Aż do… „wylogowania”. Jasiek tak by powiedział. On „wylogował się” w poniedziałek” – mówi KAI ks. Przyborek.

Jolanta Roman-Stefanowska (KAI): Byliście z księdzem Janem przyjaciółmi.

Ks. Piotr Przyborek: Od dwudziestu lat. To przyjaźń jeszcze z czasów seminarium. Jasiu był ode mnie rok młodszy.

Towarzyszył ksiądz swojemu przyjacielowi w czasie choroby i umierania.

– Jeszcze w Wielki Poniedziałek odprawiliśmy razem Mszę świętą u Jana w domu. Był już bardzo słaby, ale wiedział doskonale, co go czeka i że koniec jest nieuchronny. Rak mózgu to straszna choroba. Odcina stopniowo człowieka od życia. Najpierw narządy ruchu, potem świadomość. Jasiek od tygodnia po prostu gasł. Udzieliłem mu sakramentów świętych. W Wielki Czwartek zaczął odchodzić.

Jakie było Jego ostatnie słowo?

– Miłosierdzie. To było ostatnie słowo. To było właśnie w Wielki Czwartek. W Wielki Piątek już przestał mówić. Umierał w spokoju, w otoczeniu rodziny. Najbliżsi bardzo się nim opiekowali. Byli z nim do końca. To bardzo kochająca rodzina. W tym ostatnich dniach byli przy nim wszyscy. Jan tak chciał. Byli rodzice, rodzeństwo, bratowa, szwagier, siostrzeńcy, bratanek. Trwali przy Jaśku i trzymali za rękę. To ważne dla nas wszystkich, by być z bliskimi w najważniejszych momentach życia. Śmierć jest taką chwilą. Człowiek nie może odchodzić w samotności.

Ale zgodzi się ksiądz, że wielu z nas ogarnia strach. Jak się zachować, jak pomóc, co jeszcze zrobić, gdy jesteśmy z bliską osobą, która umiera? Osoba duchowna zapewne ma do tego inne podejście…

– Jan całym swoim życiem w ostatnich latach uczył nas, jak zachować się wobec śmierci. Właściwie to on nas do tego przygotował. Oczy miał otwarte, nie miał siły ich zamknąć. Zamykałem mu je na chwile, by odpoczął. Nie wiem co czuł, ale z pewnością nie czuł bólu. Leki robiły swoje. Tak właśnie uczył lekarzy, gdy już nic nie pomoże – trzeba zrobić wszystko, by nie bolało. Te ostatnie dni to właściwie była modlitwa o śmierć.

Śmierć nadeszła w drugi dzień świąt Wielkiej Nocy. I nagle cała społeczność fejsbukowa, która od rana komentowała świąteczną sielankę – zamarła. W ciągu kilku minut tysiące internautów na portalach zamieszczało tylko jedną wiadomość: Ksiądz Jan nie żyje. Nie było ważniejszej informacji.

– Jan był po prostu człowiekiem. Podchodził do ludzi po ludzku i z miłością. Tak normalnie. Dlatego ludzie go kochali. I on kochał ludzi.

Zostawił po sobie dzieło życia – Hospicjum pw. Ojca Pio w Pucku. Ale zostawił coś więcej – wielką lekcję, jak postępować z ludźmi nieuleczalnie chorymi i umierającymi.

– To Jego wielkie dzieło. Hospicjum to był Jego dom. A człowiek umierający to nadal przede wszystkim człowiek. To ks. Jan wymyślił Areopagi Etyczne, podczas których studenci kierunków medycznych uczyli się jak postępować i jak rozmawiać z ludźmi umierającymi. Przyjeżdżają więc do Pucka młodzi lekarze i tu spotykają się na przykład z aktorami, którzy grają ludzi śmiertelnie chorych. Okazuje się, że to wielka sztuka rozmawiać z człowiekiem odchodzącym. Jak przekazać informacje o tym, że umrze. Jak to powiedzieć rodzinie? Tu odbywały się swoiste treningi.

Wiele razy już miałem okazję porównywać lekarzy, owszem świetnie wykształconych, ale jednak nie potrafiących rozmawiać ze śmiertelnie chorymi z tymi, których Jan nauczył i wyszkolił. Tak, rozmowa z umierającym to wielka sztuka. Ci, którzy przeszli u Jana przeszkolenie, stawali się innymi ludźmi. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Jan nas tego nauczył. Że trzeba człowieka umierającego do końca traktować jak podmiot, a nie przedmiot i jednostkę chorobową. A gdy nie pomaga już medycyna, potrzebna jest opieka paliatywna i duchowa.

Można powiedzieć, że ks. Jan swoim odchodzeniem dał lekcję również tym, którzy towarzyszą bliskim w chwili śmierci.

– Tak. Nauczył nas tego. Pokazał, jak zachować się do końca. Aż do …”wylogowania”. Jasiek tak by powiedział. On „wylogował się” w poniedziałek.

Rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska

Ubóstwo relacji

Czas Wielkiego Postu, czas adoracji Krzyża.
Polecamy mocne, osobiste, życiowe słowa księży z warszawskiego seminarium duchownego – o ubóstwie relacji.

Jestem sam, Panie, tego wieczoru.

W kościele szum z wolna się uciszył

Ludzie się rozeszli

A ja wróciłem do domu

Sam.

 

Minąłem ludzi idących na spacer.

Przeszedłem koło kina,

Które wyrzucało swoją porcję tłumu.

Przeszedłem koło kawiarni,

Gdzie zmęczeni spacerowicze starali się przedłużyć radość życia.

Otarłem się o dzieciarnię bawiącą się na ulicy.

 

Dzieciarnia, Panie,

Dzieci cudze, które nigdy nie będą moimi.

Więc jestem, Panie.

Sam.

 

Cisza przygniata mnie.

Samotność gnębi.

 

Mam trzydzieści pięć lat, Panie,

Ciało takie samo, jak inni,

Ramiona zdolne do pracy,

Serce zachowane dla miłości.

Ale Tobie wszystko oddałem.

To prawda, że były Ci potrzebne.

Dałem Ci wszystko, ale ciężko było, Panie.

 

Ciężko dać swoje ciało,

Gdy ono chciałoby oddać się komu innemu.

Ciężko kochać wszystkich, a nikogo nie zachować dla siebie.

Ciężko ściskać czyjąś dłoń, a nie móc jej zatrzymać.

Ciężko rozbudzić czyjeś uczucie i Tobie je oddać.

Ciężko niczym być dla siebie, żeby być wszystkim dla bliźnich.

Ciężko zawsze dawać, a nie ubiegać się o to, żeby brać.

Ciężko wychodzić naprzeciw bliźnich, a wiedzieć,

Że nikt nigdy nie wyjdzie naprzeciw mnie.

Ciężko cierpieć za grzechy innych i nie móc odmówić słuchania i dźwigania ich.

Ciężko wysłuchiwać tajemnic, a nie móc podzielić się nimi.

Ciężko nieustannie dźwigać innych

I nie móc ani na chwilę pozwolić, żeby mnie inni dźwigali

Ciężko podtrzymywać słabych, a samemu nie móc oprzeć się na silnym.

 

Ciężko być samotnym.

Samotnym w obliczu wszystkich,

Samotnym wobec świata,

Samotnym w cierpieniu,

W śmierci,

W grzechu.

 

***

Synu, nie jesteś sam!

Ja jestem z Tobą.

Ja jestem Tobą,

Potrzebny mi jesteś.

Potrzebne mi są Twoje wargi, bym mógł dalej mówić,

Potrzebne mi jest Twoje ciało, bym mógł dalej cierpieć,

Potrzebne mi jest Twoje serce, bym mógł dalej kochać,

Potrzebny mi jesteś Ty, bym mógł dalej zbawiać.

Pamiętaj, że nie ma chwili, w której nie byłbym przy Tobie.

 

Panie Jezu, nieustannie wspierasz kapłanów, których posłałeś, by pomagali innym odnaleźć Ciebie. Nie opuszczasz tych, którzy mają na Ciebie wskazywać. Niech pełnią tę misję świadomi tego, że Ty stoisz u ich boku.

 

Śpiew:  “W swe ramiona mnie weź”

 

III.

Chcę kochać, Panie,

Potrzebuję miłości.

Cały jestem pragnieniem

Moje serce i moje ciało tęsknią w nocy za kimś, kogo kocham.

Moje ręce plączą się ze sobą, nie mogąc uchwycić mej miłości .

Jestem sam a tak bardzo chcę żeby nas było dwoje.

Mówię lecz nikt mnie nie słucha.

Żyję lecz nie mam z kim dzielić mego życia.

Na co komu bogactwo, gdy nie ma kogo ubogacać?

Skąd pochodzi ta miłość?

Dokąd zmierza?

Chcę kochać Panie,

Potrzebuje miłości.

Tego wieczora spójrz Panie na całą moją miłość, niepotrzebną nikomu.

 

Posłuchaj, synu,

Ucisz swe myśli i w ciszy rozpocznij długą wędrówkę w głąb twego serca.

Idź obok twojej miłości, tak jak idzie się wzdłuż strumienia, by odnaleźć jego źródło,

A na samym końcu, głęboko w Tobie, w nieskończonej tajemnicy twej zbolałej duszy, odnajdziesz mnie,

Bo to ja jestem miłością, synu.

Od początku nie jestem niczym innym, jak tylko miłością.

A miłość ta jest w tobie.

To ja sprawiłem że kochasz,

Że kochasz wiecznie,

Twoja miłość dosięgnie miłości, która jest Ci przeznaczona;

Nie lękaj się, ona idzie do Ciebie, od samego początku jest w drodze, a jest to droga mojej miłości.

Musisz poczekać aż przyjdzie,

Już się zbliża

Ty też się zbliżasz,

Rozpoznajcie się

Bo stworzyłem jej ciało dla ciebie, a twoje dla niej.

Uczyniłem twoje serce dla niej a jej dla ciebie.

Szukacie się nawzajem w ciemności ,

W „mojej ciemności”, która stanie się światłem jeśli mi zaufacie.

Zachowaj siebie dla niej, synu,

Tak jak ona zachowuje siebie dla ciebie.

Zachowam was dla siebie nawzajem.

Uwierz mi nauka miłości wymaga długiej praktyki,

Nie ma różnych odmian miłości:

Miłość jest zawsze wychodzeniem poza siebie, by podążyć ku innym …

 

Spędziłeś Panie całe swe życie na ziemi poszukując człowieka, aby nie musiał być sam. Pomóż mi pamiętać, że zawsze jesteś przy mnie. Naucz mnie kochać, tak jak tylko ty potrafisz.

 

Śpiew: “Nie ma większej miłość lub Bóg jest miłością”

 

IV.

Właśnie przed chwilą odłożyłem słuchawkę.

Dlaczego dzwonił ?

Nie wiem… A, przypominam sobie ….

Mówiłem tak dużo i prawie nie słuchałem.

Przebacz mi, Panie. Zamiast dialogu prowadziłem monolog .

Wyjaśniłem, o mi chodzi, ale nie dałem mu dojść do słowa;

Nie słuchałem, więc niczego się nie nauczyłem,

Nie słuchałem wiec w niczym nie pomogłem,

Nie słuchałem więc nie rozmawialiśmy.

 

Przebacz mi Panie, bo byliśmy blisko, Teraz jesteśmy daleko.

 

Panie Jezu, proszę Cię pomóż mi żyć tak, by drugi człowiek był dla mnie ważniejszy ode mnie samego. Pomóż każdemu z nas odkrywać, że nie ma ciemności, z której nie możesz nas wyrwać. Daj nam dostrzegać, że samotność może być podstawowym miejscem spotkania z Tobą.

 

Śpiew: “Jezu Tyś jest”

 

V.

Stał na środku ulicy ,

Zataczając się i śpiewając, najgłośniej jak potrafił, ochrypłym głosem pijanego człowieka.

Ludzie odwracali się i zatrzymywali, rozbawieni.

Z tyłu podszedł cichy policjant,

Chwycił go mocno za ramię i zabrał na posterunek.

On dalej śpiewał.

A ludzie śmiali się.

 

Ja się nie śmiałem, Panie.

Myślałem o jego żonie, która na próżno oczekuje go przez całą noc.

Myślałem o wszystkich innych pijanych ludziach w tym mieście,

Tych w klubach i tych w barach, tych na imprezach i tych w swoich pokojach.

Myślałem o ich powrotach do domu w środku nocy;

O przerażonych dzieciach

O pustych portfelach

O uderzeniach

o krzykach

o łzach

Myślałem o dzieciach które urodzą się z pijanych objęć.[….]

 

Za tego pijanego groteskowego klauna, który stał na środku ulicy,

Za upokorzenia i łzy jego żony

Za przerażenie i płacz jego dzieci

– Panie miej miłosierdzie dla mnie, że zbyt często odwracałem wzrok. Niech wszystkie dzieci wychowujące się bez ojców, czy matek. Wszyscy rodzice wychowujący swe potomstwo samotnie. Ci opuszczeni przez rodziny i odrzuceni przez przyjaciół niech odkrywają, że mają w Tobie Ojca. Że Ty jesteś Bogiem bliskim. Emmanuelem, to znaczy jesteś Bogiem z nami.

 

Śpiew: “W swoim wielkim miłosierdziu”

 

VI.

Poszedłem na spacer Panie

Ludzie wychodzili z domów.

Przychodzili i odchodzili, szli  i biegli.

Wszyscy się spieszyli – samochody , ciężarówki, ulice cale miasto.

Ludzie pędzili by nie stracić czasu.

Gonili czas,

Żeby zdążyć na czas

Żeby zyskać na czasie

 

Do widzenia panu, proszę mi wybaczyć, ale nie mam czasu.

Muszę kończyć ten list, nie mam czasu.

Naprawdę chciałbym ci pomóc, nie mam czasu.

Chciałbym się modlić, nie mam czasu.

 

Rozumiem, Panie, oni po prostu wcale nie mają czasu.

Dziecko się bawi, nie mam teraz czasu… Potem…

Uczeń musi zrobić zadania, nie mam czasu… Potem…

Młodzi po ślubie mają nowy dom, muszą go urządzić, nie mają czasu… Potem…

Dziadkowie mają wnuki, nie mają czasu… Potem…

I tak oto wszyscy ludzie gonią czas, Panie.

W pośpiechu biegną przez życie. Potrącani przez innych. Przepracowani. Samotni.

 

Ty zawsze masz czas, Panie. Zawsze na nas czekasz. Nie męczysz się czekaniem. Podobnie jak nie męczysz się przebaczaniem.

Pomóż mi w gonitwie dnia codziennego pamiętać o tym, że Ty nieustannie jesteś ze mną. Że zawsze mogę z Tobą porozmawiać. Że zawsze mogę na Ciebie liczyć.

 

Śpiew: “W swoim wielkim miłosierdziu”

 

VII.

Spójrz na ten pieniądz. Przeraża mnie. Chryste Ty znasz jego tajemnice, jego historię. Przeraża mnie, bo musi milczeć.

Nigdy nie opowie o tym wszystkim, co się za nim kryje. Nigdy nie ujawni wszystkich zabiegów i wysiłków, które za nim stoją. Wszystkich rozczarowań i upokorzeń.

Przez ile przeszedł dłoni, Panie? I czego dokonał w czasie tych długich niemych wędrówek?

Ofiarował białe róże promieniującej z radości narzeczonej. Zapłacił za przyjęcie chrzestne i wyżywił dorastające dziecko. Dzięki niemu panował śmiech wśród dzieci i radość wśród dorosłych. Zapłacił za wizytę u lekarza ratującą życie. Kupił podręczniki, z których uczą się dzieci. Ubrał małą dziewczynkę.

Ale wysyła też list, który zerwał zaręczyny. Zapłacił za zabicie dziecka w łonie matki. Kupił alkohol, który uzależnił pijaka. Wyprodukował film, którego nikt nie powinien oglądać. Zniszczył morale młodych, a z dorosłych uczynił złodziei. Na kilka godzin kupił ciało kobiety. Zapłacił za broń użytą do zbrodni i za drewno na trumnę.

Panie Ty dałeś przykład miłości doskonałej oddając swe życie na Krzyżu. Wezwałeś nas do miłości takiej jak Twoja. Pomóż nam kochać każdego człowieka tak jak Ty i sprawiedliwie dzielić się dobrami tego świata. Niech nie oddzielają one człowieka od człowieka. Ty bądź naszym największym skarbem. Ty jesteś naszą ostoją w największej samotności.

 

VIII.

Kocham Cię, o mój Boże, i moim jedynym pragnieniem jest kochać Cię aż do ostatniego tchnienia mego życia. Kocham Cię, o mój Boże, nieskończenie dobry, i wolę umrzeć kochając Cię, niż żyć bez kochania Cię. Kocham Cię, Panie, i jedyna łaska, o jaką Cię proszę, to kochać Cię wiecznie… Boże mój, jeśli mój język nie jest w stanie mówić w każdej chwili, iż Cię kocham, chcę, aby moje serce powtarzało Ci to za każdym moim tchnieniem.


Warto przeczytać całość na http://www.wmsd.waw.pl/ubostwo-relacji/

Mit singla

Zgadzacie się z poniższym artykułem z 2012 roku? Warto o tym rozmawiać na spotkaniach w Zbawicielu i w kawiarence. Zapraszamy zwolenników różnych odpowiedzi!

 

Wakacje to dla nich udręka, samotne wyjścia przerażają. Więc wciąż marzą, żeby znaleźć sobie partnera. Właśnie upada mit wyzwolonego i zadowolonego z życia singla.

 

– Nie ma nic gorszego – znana aktorka zaczyna mówić o życiu w pojedynkę i od razu się wycofuje. Nie, jednak nie powie nic więcej. Tylko tyle, że w jej osobistym rankingu nieszczęść brak miłości zajmuje czołowe miejsce, tuż po chorobie nowotworowej.

– Singiel to ktoś, komu po prostu nie trafiła się miłość – mówi pisarka, autorka scenariuszy. Żyje w pojedynkę i wie, jak jest. Gdyby człowieka miłość zwaliła z nóg, to nie powiedziałby: sorry, ja w tę miłość nie wchodzę, wolę być sam. Jej zdaniem samotności się nie wybiera. – Wieczorami w domu singla jest strasznie pusto. Brakuje rozmów. Brakuje seksu… Ale umówmy się, że to nie pójdzie pod moim nazwiskiem – zastrzega. Singiel musi przecież trzymać gardę, opowiadać, że jest mu dobrze, że wolność go uskrzydla.

 

Anna Samusionek (wśród aktorek singielek jedna z niewielu, które otwarcie mówią o smutku życia w pojedynkę) przyznaje, że samotność nie jest powodem do dumy. – To życie tylko z pozoru dobre – tłumaczy. – Myślę, że w serca mamy wpisaną potrzebę bycia z kimś, kto by się nami opiekował i kim my byśmy mogli się zaopiekować, dzielić radości i smutki. Jesteśmy stworzeni do życia w duecie. Nawet na przyjęcie po premierze teatralnej czy filmowej milej byłoby pójść, gdyby można się było wesprzeć na męskim ramieniu. Tym bardziej że w świetle fleszy od razu widać, kto przyszedł z kimś, a kto sam.

Aktorka ma wręcz wrażenie, że nikogo nie obchodzi, jak zagrała ostatnią rolę, za to wielu patrzy, czy ma już kogoś, czy jeszcze nie. Tak jakby bez mężczyzny była „niekompletna”.

Andrzej Sołtysik, dziennikarz TVN, tłumaczy, że jeśli ktoś jest bez pary, tak jak on, to na przyjęcia zabiera koleżankę. Albo umawia się z kolegami, wtedy wchodzą razem. – Tyle że bal kiedyś się kończy – mówi. – Zostaje smutna codzienność, w której nie chce się iść nawet po chleb. Bo po co kupować pieczywo tylko dla siebie? Bywają dni, że nie ma do kogo ust otworzyć, a ile można czytać książki Orhana Pamuka?

 

NIEUDACZNIK?

 

Singlom – młodym, wykształconym, odnoszącym sukcesy – zwykło się przypisywać fantastyczne cechy: przebojowość, niezależność. Taki ktoś – zdawało się – nie potrzebuje nikogo do szczęścia.

– Z moich nieopublikowanych badań wynika, że przeważająca część singli traktuje swoją sytuację tymczasowo, przyznaje, że nie jest z niej zadowolona. A nawet jeżeli ktoś zapewnia, że jest mu dobrze, to i tak nikt w to nie wierzy – mówi „Newsweekowi” dr Bella De Paulo, amerykańska psycholożka społeczna, badaczka singlizmu.

– Wbrew wszelkim pozorom współczesna kultura jest nastawiona na pary. Począwszy od kredytów w bankach, po społeczne przekonanie, że szczęśliwym można być tylko z kimś – tłumaczy DePaulo. Kiedy w ubiegłym roku zrobiła badania wśród studentów, okazało się, żenawet tak młodzi ludzie w byciu singlem widzą więcej wad niż zalet. Ktoś, kto żyje solo, to ich zdaniem człowiek niedojrzały, zazdrosny o osoby będące w związkach.– Ludzie myślą o singlach jako o nieudacznikach, którzy nie potrafią znaleźć partnera, więc nie wychodzi im to, co najważniejsze w życiu – mówi badaczka. – Takie wsadzenie w szufladkę z

 

Katarzyna Adamowicz, 38-latka z Wrocławia, która założyła klub dla singli Połówki Pomarańczy (liczy już 75 tys. członków), tłumaczy, że choć życie ludzi bez pary zmienia się na lepsze, to wciąż muszą walczyć z krzywdzącymi stereotypami. Dla samotnej kobiety problemem może być nawet pójście do kawiarni czy klubu. – Trudno uniknąć niedwuznacznych propozycji, zaczepek w stylu: „Co, nie przyszedł?”. Niektórym nie chce się więc wychodzić z domu, żeby pobyć trochę wśród obcych. A okazji, by posiedzieć wśród znajomych, jest coraz mniej.

– Towarzyskie wykluczenie przychodzi z wiekiem – mówi pisarka i autorka scenariuszy. Nim dobiła do trzydziestki, wychodziła na miasto ze znajomymi. Ale później zaczęło się parowanie: ten z tą, tamta z tamtym, pojawiły się dzieci. Imprezy przeniosły się do domów i niepostrzeżenie przestano ją zapraszać. Koleżanki dzwonią tylko wtedy, gdy planują „babskie” spotkanie.

Piosenkarka Natalia Lesz na szczęście nie dostrzega, żeby znajomi traktowali ją gorzej tylko dlatego, że jest sama. Ale rozumie, że nie każdy ma takich ludzi wokół siebie. – Po pierwsze, zamężna przyjaciółka może zacząć cię podejrzewać o to, że chcesz jej odbić męża. Po drugie, ludzie będą myśleć, że coś jest z tobą nie tak. Skoro masz 30 lat, a nie jesteś z kimś i nie masz dzieci, to zapewne – jak mawiała Bridget Jones – twoja skóra pod ubraniem pokryta jest łuską. A po trzecie, będą się zastanawiać, o czym tu z tobą gadać, skoro nie można o ślubie, ciąży, wspólnych kredytach czy urlopie w Dębkach.

 

PRZETRWAĆ URLOP

 

– Wakacje to utrapienie singla – przyznaje Sławek, który z grupą znajomych prowadzi portal StrefaAktywnych.pl dla żyjących solo. Urlop trudniej przetrwać niż Boże Narodzenie.

Widać to we wpisach na portalu: Special777 z Poznania (35 lat, szczery, wesoły) pilnie prosi o kontakt, bo chce polecieć do Tunezji, szuka towarzystwa. Elka123 prosi, by zgłosił się ktoś, kto zechce pojechać z nią do Gruzji. Radkowi z Łodzi (30 lat) wszystko jedno dokąd i z kim, byle nie w pojedynkę. – Niewiele hoteli oferuje pokoje jednoosobowe – zaznacza Joanna Pietrzak-Malinowska z biura podróży Single Relax. Od 6 lat organizuje wypoczynek osobom samotnym i wciąż ma ten sam problem: jak wynegocjować przystępną cenę za dwuosobowy pokój do pojedynczego wykorzystania. By spędzić tydzień w Egipcie, Turcji czy na Wyspach Kanaryjskich, singiel czasami zmuszony jest zapłacić 500-700 zł więcej, niż gdyby poleciał z kimś. Nic więc dziwnego, że szuka kogoś, z kim da się podzielić koszty.

Są tacy, którzy potrzebują towarzystwa chociaż na kilka godzin. Wrzucają na portale pytania: „Kto pójdzie ze mną do kina?”. Albo: „Czy jest chętny na wspólną przejażdżkę rowerową?”.

Magda (28 lat, dwa fakultety, rozpoczęty doktorat) wiosną miała jechać na wesele kuzynki. Przyjęcie było na 130 osób, ale i tak się bała, że ciotki ją wypatrzą i będą komentować, że taka uczona, ani garbata, ani szczerbata, a nikt jej nie chce. Dała więc ogłoszenie w internecie, że potrzebuje partnera o miłej aparycji, gwarantuje zwrot kosztów przejazdu. Zgłosiło się czterech, wybrała Tomka, który napisał, że jest po zarządzaniu, niepijący. Spóźnił się na ślub, na weselu upił i poza zwrotem za bilet chciał jeszcze dwie stówy za fatygę.

– Bycie singielką nie jest super – przyznaje aktorka Weronika Książkiewicz, która jest sama od ponad dwóch lat. – Ktoś mi niedawno powiedział, że jeśli ma się w życiu bałagan, to przyciąga się śmieci. Ja po ostatnim związku mam wokół siebie rozgardiasz, dlatego na razie nawet nie próbuję nikogo do siebie przyciągać – tłumaczy. Liczy jednak na to, że kiedyś trafi jej się uczucie o sile gromu z nieba. Znajomi żartują, by tylko za długo na ten grom nie czekała, bo jest już przecież po trzydziestce.

Dr Julita Czernecka, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego i autorka książki „Wielkomiejscy single”, przyznaje, że wiek nie jest bez znaczenia. – Około trzydziestki single korzystają z życia i mają nadzieję, że kiedyś znajdą partnera, założą rodzinę. Ale im są starsi, tym mniej mają złudzeń. Po około 35. roku życia często nachodzi ich niepokojąca refleksja o przemijaniu i starości. Widzą, że ich szanse na zakochanie się i stworzenie stałego związku maleją.

Statystyki pokazują, że liczba par nie będzie rosła. – Jest nas 7 milionów – podlicza polskich singli Katarzyna Adamowicz. A GUS przewiduje, że będzie coraz więcej. 10 lat temu jednoosobowe było co czwarte gospodarstwo domowe, za dwie dekady już większość ludzi żyjących w dużych miastach będzie mieszkać w pojedynkę. – A tego nie biorą pod uwagę ani deweloperzy, ani nawet towarzystwa ubezpieczeniowe – mówi Adamowicz. Ona sama nie natknęła się jeszcze na firmę, w której można byłoby wykupić ubezpieczenie gwarantujące singlom opiekę po wypadku lub w chorobie. Gdy dwa lata temu złamała nogę, to pewnie umarłaby z głodu, gdyby nie pomoc przyjaciółki.

– Strach. Oto, co czuję – mówi Adam, 40-letni singiel z Poznania (wykształcenie prawnicze). Niedawno zmarł jego niewiele starszy kolega, także żyjący solo. Były redukcje w firmie, poleciał.Chwilę później dostał zawału, przeleżał martwy w domu cztery dni, nim ktoś się zainteresował. Więc Adam boi się: redukcji etatów (bo przecież nie przejdzie na garnuszek żony, której nie ma), choroby (jeśli padnie w domu, kto go podniesie?). No i śmierci. Często myśli o tym, że przyjdzie mu po zgonie leżeć i śmierdzieć. Nawet badacze spostrzegli już, że single w Polsce mają w sobie szczególny smutek.

Jak zauważa dr Czernecka, są jakby wewnętrznie rozdarci – między zadowoleniem z życia solo, a tęsknotą za drugą połową. – Ta tęsknota jest większa niż u singli, którzy żyją w zachodnich krajach. Może dlatego, że nikt nie dostrzega ich potrzeb i problemów? A może przez to, że trudno jest im pogodzić dualizm wartości? – zastanawia się socjolożka.

 

Bo polskiego singla cechuje duże przywiązanie do wartości rodzinnych. A równocześnie jest w nim chęć nieograniczonego samorozwoju, robienia kariery i realizowania pasji. – Z jednej więc strony każdy chciałby mieć udany związek, a z drugiej, skąd ma wziąć czas na jego zbudowanie, skoro jest skupiony na sobie? – wyjaśnia dr Czernecka.

 

KONIEC MITU

 

– Czy naprawdę komuś się wydaje, że życie singla to nieograniczona wolność? – mówi Waldemar Obłoza, znany jako Roman Hoffer z serialu „Na Wspólnej”. – Dla mnie to była samotność i ograniczenia. Choćby seks. Nie radziłem sobie, bo nie zwykłem łazić byle gdzie i z byle kim – tłumaczy.

Obłoza jest drugi rok po ślubie, ale długo żył solo. I nikomu tego nie życzy. Ponieważ ma dzieci z młodzieńczego związku, to – jak mówi – zawiesił się na nich. – Zatracałem proporcje, rozpuszczałem, wyręczałem. Robiłem rzeczy, które nie były im potrzebne, ale były potrzebne mnie. Mogłem się wykazać i przez chwilę nie czuć tego potwornego, dojmującego osamotnienia. Nawet w serialu, jako Hoffer ożenił się w końcu z serialową Ewą.

– Współczesna kultura lansuje mit drugiej połowy, szczęścia możliwego tylko we dwoje – mówi dr Czernecka. – Także w mediach widzimy kult pary, idylliczny obraz życia we dwoje, są informacje kto jest z kim. Komedie romantyczne przedstawiają życie w parze jednowymiarowo, zawsze z happy endem. A nawet w kultowym serialu o singlach „Seks w wielkim mieście” na koniec sama zostaje tylko jedna bohaterka.

 

Źródło: http://polska.newsweek.pl/singlizm—wolnosc-czy-zyciowy-dramat,94033,1,1.html

Modlitwa o nowe rodziny. Stacja7

Czy wiesz, jakich gospodarstw domowych jest obecnie najwięcej w Unii Europejskiej? Według statystyk Eurostatu z 2014/15 roku, najliczniejsze stały się już gospodarstwa jednoosobowe. „Cywilizacja singli” to znak naszych czasów!

Z tego względu, jedną z proponowanych intencji mszalnych i modlitw m. in. na Dni w Diecezjach i Światowe Dni Młodzieży w Krakowie jest modlitwa o nowe rodziny. W świetle słów papieża Franciszka, w obliczu współczesnego kryzysu wartości rodziny, módlmy się za wszystkie osoby stanu wolnego o owocną realizację powołania do miłości.

Zobacz informację o naszej inicjatywie na portalu Stacja7:

stacja7.pl/modlitwa/modlitwa-o-nowe-rodziny

stacja7.pl/modlitwa

Źródło i więcej informacji: niejeden.pl/modlitwa-o-nowe-rodziny

„Żniwo wkoło wielkie”. Zachęcamy do współtworzenia naszych inicjatyw!

Po rekolekcjach: zobacz, posłuchaj, podziel się

Skąd powstał pomysł na rekolekcje i inicjatywy dla osób stanu wolnego? Jakie bariery pokonują osoby angażujące się w spotkania dla singli? Jak wykrzesać z samotności wielkie dobro? Posłuchaj Michaliny i Przemka w Radiu Warszawa. http://radiowarszawa.com.pl/2016/03/rozmowa-na-co-dzien-o-rekolekcjach-dla-singli-26/

 

W rekolekcjach „Spotkaj Boga, siebie, drugiego człowieka” uczestniczyło każdego dnia bardzo wielu ludzi. Ich liczba przekraczała tysiąc. Większość zostawała na rozmowach w grupach i dwójkach po mszach – w niedzielę 1500 osób. To kolejny znak, że rekolekcje i spotkania adresowane do takiej grupy społecznej są ważne i potrzebne.

Jak czytamy na stronie parafii Zbawiciela, „rekolekcje zgromadziły tysiące warszawiaków i osób z praktycznie całej Polski. Były znakomitą okazją do refleksji, lepszego poznania Boga, siebie i drugiego człowieka.”

Zapraszamy do wypełnienia krótkiej ankiety (po)rekolekcyjnej – KLIKNIJ TU.

Po wypełnieniu ankiety można mieć wgląd w odpowiedzi udzielone przez innych.

 

Rekolekcje odbywały się w ciszy, prawie bez muzyki, bez organów. Zależało nam na wielkopostnej, rekolekcyjnej ciszy. Muzycznymi akcentami w trakcie trwania komunii był Hymn o Miłości, zaśpiewany w sobotę a capella przez Anię Laskowską, w niedzielę natomiast – Panis Angelicus w wykonaniu Olgi Stankiewicz z Filharmonii Narodowej.

Jeden z organizatorów tak mówi tym, co odnajduje w naszych inicjatywach: „Ze spotkań dla studentów mentalnie już wyrosłem, wspólnoty rodzin jeszcze nie są dla mnie, w Odnowie już byłem 🙂 Swoje miejsce odnalazłem tutaj. Dawno nie czułem się w niczym tak swojo, jak w tych inicjatywach. Uczestniczenie w nich jest dla mnie pobudzające i rozwijające –  a jednocześnie angażuję się w organizację, bo czuję potrzebę, aby dać coś z siebie i chcę pomagać je rozwijać. Dla mnie te rekolekcje to było odkrywanie na nowo prostych prawd o relacjach, dużo dobrych spotkań z drugim człowiekiem i ze sobą. Najbardziej potrzebowałem jednak czasu z Jezusem na modlitwie, adoracji, bo z tym ostatnio słabo – i tak się stało 🙂„.

Poniższe zdjęcia przedstawiają liczbę osób, które pozostawały w kościele na rozmowach po mszach. Na Eucharystiach ludzi było rzecz jasna więcej. W niedzielę do kościoła dolnego wiele osób się już niestety nie zmieściło. Kolejne centralne rekolekcje zaplanujemy zatem nieco inaczej 😉

Nagrania rekolekcji

 

plakat_1366